Andrzej Piaseczny z warszawskiej prokuratury prowadził śledztwo w związku z wyłudzaniem pieniędzy na "puste faktury". Natknął się w ten sposób na wątek nieprawindłowości w PTC (operator Ery). Istniało podejrzenie, że firma sprzedała auto Bondarykowi po zaniżonej cenie. W listopadzie zeszłego roku jeden z policjantów CBŚ miał ostrzec Piasecznego, że jeśli śledztwo dojdzie do Bondaryka zostanie spowolnione. Wtedy śledczy miał stracić zaufanie do policji i przekazał wykonywanie czynności związanych ze sprawą CBA.

 

W marcu 2011 r. CBA rekomendowało postawienie Bondarykowi zarzuty paserstwa i posłużenia się sfałszowanym dokumentem (wyceną) przy zakupie audi A6. Audi było autem służbowym Bondaryka, gdy ten pracował w PTC. Będąc już szefem ABW odkupił je od firmy za 67 tys. Według prokuratora cena mogła być zaniżona nawet o 90 tys. zł.

 

W maju 2011 r. przełożeni odbierali Piasecznemu wszystkie śledztwa. Gdyby Bondarykowi postawione zostały zarzuty kryminalne, jego własna służba musiałaby odebrać mu certyfikat dostępu do informacji niejawnych. A to oznacza ustąpienie z funkcji szefa ABW. - Kupując ten samochód, działałem w dobrej wierze i nie złamałem prawa. Nie miałem żadnego wpływu na wycenę. Nie interesowałem się tym śledztwem - twierdzi Bondaryk.

 

żar/Tvn24.pl