Handel ludźmi przybiera w Europie na sile! - bije na alarm KE. W latach 2008-10 zanotowano ponad 23,6 tys. przypadków niewolnictwa i jednocześnie wzrost ich liczby o 18 proc. - podaje "Rzeczpospolita". To jedynie wierzchołek góry lodowej, ponieważ większość przypadków pozostaje niewykryta. "Jednocześnie spada liczba osób skazanych za te przestępstwa. W 2008 roku 1 534 osoby zostały skazane za handel ludźmi w Europie. Dwa lata później liczba ta zmniejszyła się prawie o dwieście" – pisze gazeta. Według statystyk policji rożnych krajów oraz organizacji zajmujących się handlem ludźmi w Europie jest ponad milion niewolników seksualnych.
Na naszych oczach pada kolejny mit lewicowego postępu. Tym razem nie sprawdziło się zalegalizowanie prostytucji. W założeniach feministek i postępowców pokroju Daniela Cohn-Bandita, prostytutki miały być w awangardzie nowoczesnych kobiet. Świadome swych praw, wyzwolone z tradycyjnej obyczajowości i patriarchalnej zależności córy Koryntu stawiane były za wzór przedsiębiorczości i osobistej odwagi. Kazimiera Szczuka apelowała nawet niedawno, by odczepić się od tych "odważnych i ciężko pracujących kobiet". Swoją drogą ciekawe czy wśród swoich przyjaciółek ma takie odważne i ciężko pracujące kobiety.
Niestety okazało się, iż jedynie dwa proc. prostytutek to kobiety wolne, które świadomie wybrały ten zawód. A to zdecydowanie za mało, by zaspokoić całą branżę przynoszącą większe nieraz dochody niż handel narkotykami. Dlatego pozostałe 98 proc. dziewczyn to niewolnice porywane, oszukiwane i uwodzone wszelkimi możliwymi sposobami.
Ludzie służb specjalnych oddelegowani do walki z handlem ludźmi podkreślają, że prostytucja jest inicjowana, organizowana i zarządzana od początku do końca przez zorganizowane grupy przestępcze. Tam gdzie prostytucja tam też handel narkotykami i bronią. Nestor polskiej kryminalistyki prof. Brunon Hołyst nie wierzy, by dało się ucywilizować ten zawód. Według profesora depenalizacja prostytucji przyniosła skutki odwrotne od zamierzonych, liczba stręczycieli i niewolnic seksualnych wzrosła zamiast zmaleć. Niestety głosy rozsądku ekspertów takich jak Hołyst były marginalizowane. Tak, jak prostytutkami nie są wolne kobiety, tak właścicielami burdeli, nie wiedzieć czemu nazywanych u nas "agencjami towarzyskimi", nie są szanowani i uczciwi przedsiębiorcy, ale ludzie z półświatka. Na Zachodzie to zazwyczaj przedstawiciele mafii tworzonych przez imigrantów, w Polsce byli esbecy.
Antonio Salas, hiszpański dziennikarz śledczy na kilka lat wcielił się w rolę handlarza ludźmi. Powstała z tego książka "Handlowałem kobietami", która wstrząsnęła Hiszpanią. W rozdziale "Jak sprowadzać niewolnice i przetrwać?" tak opisał los tych dziewczyn "W Hiszpanii burdelmamy, albo właściciele dziewczyn śledzą je, pilnują i kontrolują, żeby uniknąć buntu. Zabierają im paszporty i umieszczają w zaufanych lokalach, bez dostępu do telefonu. Tylko my mamy do nich dostęp. Oczywiście mamy prawo przespać się z dziewczynami, które nam się spodobają. Praktycznie możemy z nimi zrobić wszystko. To marzenie większości mężczyzn. Na koniec uczymy co mają mówić, jeśli ktoś je o coś zapyta. Nie wolno im mówić prawdy. Muszą kłamać, odpowiadając, jak się nazywają, w jaki sposób trafiły do Hiszpanii i jak długo tu przebywają. A przede wszystkim nigdy nie mogą się przyznać, że zostały sprzedane. Mówiąc więc, że przyjechały z własnej woli i czują się bardzo szczęśliwe, że mogą zaspokajać żądze, znosić upokorzenia i cierpienia zadawane przez białych mężczyzn".
Pomysły na zastraszenie mogą przerastać wyobraźnię autorów kryminałów. Dziewczyny np. z Afryki poddaje się rytuałom wudu. Czarownik zbiera w pojemniczku ich krew menstruacyjną, włosy łonowe oraz mocz i zaklina śmierć, gdyby chciały uciec. W przypadku Ukrainek, Mołdawianek i Rumunek alfons odwiedza od czasu do czasu ich rodziny, robi sobie z nimi wspólną fotografię, po czym pokazuje dziewczynie z informacją, że w przypadku wszelkiej próby ucieczki najbliżsi zostaną zabici.
Upokorzenia i cierpienia zadawane przez klientów są nader częste. Według ekspertów co trzeci klient jest zaburzony. Akt seksualny przynosi mu przyjemność wtedy, gdy połączony jest z upokorzeniem, przemocą czy wręcz gwałtem. Wielu klientów idzie do burdelu po doznania, o które wstydzi się poprosić swoją żonę. Salas opisując selekcję prostytutek jako żywo przypominającą targ niewolników pisze, "Tylko te najpiękniejsze i o najłagodniejszych figurach miały szanse przeżyć. Resztę czekało piekło. Mogły jedynie oferować usługi, na które nie godziły się te ładniejsze: praktyki sadomasochistyczne, stosunki analne, seks bez zabezpieczenia, akt zakończony oddaniem moczu na ciało, koprofilię, krepowanie i niewolenie, upokarzanie, trójkąty itd.". Do tego dochodzą "dyscyplinujące" gwałty ze strony stręczycieli dokonywane zazwyczaj co tydzień. Czy słyszeliście kiedyś państwo o prostytutce radośnie wychodzącej do pracy na nocną zmianę lub wychodzącej z agencji z powodu gorszego samopoczucia lub chamskiego klienta?
Prostytutki żyjące w ciągłym strachu i obrzydzeniu do siebie, do obleśnych nieraz i brutalnych klientów oraz ich zboczonych praktyk szukają często „znieczulenia” w alkoholu i narkotykach. „W miarę jak poznawałem coraz więcej prostytutek, przeczuwałem, że wszystkie przeżywają rożnego rodzaju zaburzenia psychiczne. Poczucie winy spowodowane prowadzeniem podwójnego życia, tajemnice, kłamstwa, potępienie społeczne, upokorzenie i inne tego typu rozterki, wynikające z parania się prostytucją stopniowo niszczą umysły i dusze tych kobiet. To nieprawda, że sprzedają wyłącznie swoje ciała” - pisze dalej Salas. Niektórzy stręczyciele celowo uzależniają prostytutki od używek. Znacznie łatwiej im wtedy kontrolować dziewczyny i czerpać z nich dodatkowe dochody, ponieważ narkotyki i alkohol mogą dostarczać tylko sutenerzy lub ich znajomi po znacznie zawyżonych cenach.
Dlaczego UE dysponująca od lat tysiącami podobnych dowodów zbrodni jakie opisuje Salas zdecydowała się działać dopiero teraz? Chodzi o prestiż i kwestie wizerunkowe. UE jako całość oraz pojedyncze kraje członkowskie w ogóle nie kojarzone do tej pory z niewolnictwem jak np. Niemcy i Holandia, skoczyły nagle w rankingach łamania praw człowieka m.in. ONZ i Human Rigcht Watch w górę i znalazły się w bardzo nieciekawym towarzystwie państw Trzeciego Świata. Kłóci się to z doktryną polityki zagranicznej UE, tzw. „soft power”, która w głównej mierze polega na programach pomocowych (dostarczanie żywności i lekarstw, kopanie studni, budowa szkół) i promocji praw człowieka właśnie.
W celu zneutralizowania tej jawnej sprzeczności do życia powołano... „platformę spotkań”, czyli ciało doradcze, bez żadnej władzy decyzyjnej różnych organizacji zajmujących się zwalczaniem handlu ludźmi. Na spotkaniu inauguracyjnym komisarz UE ds. spraw wewnętrznych Cecilia Malmstroem stwierdziła, „To bardzo złożony problem, który wykracza poza granice poszczególnych państw. Tylko razem możemy skutecznie zwalczać handel ludźmi”. Nikt z ważnych polityków nie miał odwagi podważyć lewicowy dogmat wolnej miłości i słowem nie wspomniał o prawdziwym źródle problemu, tzn. legalnie działających lupanarach.
Następna platforma planowana jest na jesień. Ciekawe ile niewolnic straci w tym czasie życie. „Prostytutki znikają ze świata szybciej niż kto inny, bo szczerze mówiąc, nikogo nie obchodzi ich śmierć” - pisze Salas. Czy widział ktoś prostytutkę spokojnie dożywającej swoich dni w otoczeniu szczęśliwej rodziny?
Jakub Pacan
