- Nie ma sensu organizowanie zawodów, które ludobójstwo było gorsze. Dlatego uważam, że masowe mordy na Ormianach i Tutsi powinny być traktowane przez świat tak jak Holokaust. A ich negowanie tak samo karane jak zaprzeczanie Szoah – mówi Nicolas Zomersztajn z belgijskiego stowarzyszenia żydowskiego CCLJ.
We Francji działa nawet specjalna komisja mająca zbadać możliwy współudział tego kraju w ludobójstwie w Rwandzie. - Bo problem ludobójstwa to nie tylko sprawcy, ale też milcząca opinia międzynarodowa – twierdzi prof. Yves Ternon, który na paryskiej Sorbonie zajmuje się historią ludobójstw.
Państwa członkowskie UE uzgodniły w ubiegłym roku, że każdy kraj powinien wprowadzić przepisy zakazujące rasizmu i ksenofobii. Jednym z elementów ma być zakaz negowania zbrodni ludobójstwa. Poszczególne kraje mają czas do 2010 roku, by wprowadzić wspólne uzgodnienia do narodowego prawodawstwa. Problem polega jednak na tym, że w różnych krajach inna jest wrażliwość na negacjonizm.
Niemcy i Francja od lat mają taki zakaz w swoim prawodawstwie. Jednak w Wielkiej Brytanii podobny zapis traktowany jest jako ograniczanie wolności słowa. – Nie możemy zniszczyć naszej pamięci. Unia Europejska to najpierw wartości, a dopiero potem wspólny rynek i waluta – mówił niemiecki chadek Elmar Brok.
mm/Rzeczpospolita
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

