„Chcemy promować idee wolnorynkowe, które legły u podstaw Platformy” – mówi jeden z inicjatorów Łukasz Gibała. Dodaje, że liberalizm nowej frakcji nie będzie dotyczył spraw światopoglądowych, zespół mają bowiem tworzyć także posłowie o poglądach konserwatywnych. Pierwszy punkt programowy zespołu głosi wymóg "obniżania podatków i innych obciążeń fiskalnych". To oznacza, że młodzi posłowie mogą być zmuszeni do sprzeciwu wobec propozycji własnego rządu. „ACTA była bodźcem. Uważam, że jako PO popełniliśmy błąd, który trzeba naprawić” – mówi Gibała. […] Założycieli nowej frakcji łączy nie tylko młody wiek. Także to, że wszyscy dostali się do Sejmu z gorszych miejsc na listach wyborczych. Niektórzy są skonfliktowani z szefami własnych regionów” - informuje „Rzeczpospolita”. Twórcy zespołu zaprzeczają, że będą środowiskiem konkurencyjnym wobec dwóch istniejących w PO frakcji: grupy Grzegorza Schetyny i spółdzielni Cezarego Grabarczyka. Schetyna z wielką rezerwą odnosi się do inicjatywy. „Zobaczymy, jaki będą mieli urobek” - mówi. Na powołanie zespołu musi zgodzić się marszałek Sejmu. Według rozmówców „Rz” Ewa Kopacz, która blisko współpracuje z Tuskiem, podejmując decyzję, może kierować się poleceniami premiera.


Trudno się dziwić, że w Platformie Obywatelskiej zaczynają się odzywać głosy domagające się powrotu do korzeni ideologicznych tej formacji. Donald Tusk, będąc jeszcze w KLD, prezentował bardzo wolnorynkowe poglądy i był  nawet promowany, w pewnym sensie, przez samego Janusza Korwin-Mikkego. PO również miała być partią walczącą o podatek liniowy i liberalizm gospodarczy. Niestety w 2005 roku Tusk przeszedł ogromną metamorfozę i porzucił ideowość na rzecz poprawności politycznej, dzięki której może utrzymać się na powierzchni. Chichotem historii jest to, że czołowy (oprócz środowiska JKM) wolnorynkowiec lat 80., w III RP podnosi podatki i rozbudowuje biurokrację, a odwołujący się do dziedzictwa przedwojennego socjalizmu Kaczyński czy postkomunista Miller daniny nasze rzecz państwa obniżali. Bez wątpienia to Miller zrobił więcej dla biznesu niż „liberał” Tusk, który jednak wyciągnął wnioski z końca reformatora Buzka i Millera. Znając również sposób w jaki Tusk rządzi partią, nie można być zaskoczonym, że opozycję wobec niego próbuje budować drugi sejmowy szereg młodych posłów, a nie polityczni weterani, którym nie na rękę jest znalezienie się poza Sejmem.

 

Czy jednak naprawdę jest to akcja spontaniczna i niezależna od koterii platformerskich? Wczoraj pisałem o tym, że głowę w PO zaczyna podnosić Grzegorz Schetyna, który nie został dobity przez Tuska i razem z prezydentem Komorowskim czeka na potknięcia premiera. Nie jest tajemnicą, że Schetyna jako jeden z nielicznych polityków PO (zauważyła to również Jadwiga Staniszkis) domaga się prorynkowych reform i ma jeszcze jakąś wizję państwa. Może więc młodzi posłowie mają stanowić zaplecze, które pomoże zasztyletować Tuska „na schodach Senatu”? W końcu kto jak nie młode milczki, rządne sukcesu, mają obalać starych towarzyszy. Schetyna zaś potrzebuje świeżej krwi w wojnie o władze.


Łukasz Adamski