Uderz w stół, a nożyce się odezwały. Podczas hangautu z kandydatem na prezydenta Andrzejem Dudą w redakcji gazety.pl padły mocne słowa. O tym, że ideologie lewackie niszczą rodzinę, oraz o tym, że państwo polskie zaczyna przypominać państwo totalitarne. Bo to państwo ze swoimi urzędnikami coraz bardziej wkracza w kompetencje rodziców, z definicji traktując ich jako podejrzanych i niekompetentnych. Dzięki takim ruchom autorytet rodziców jest nieustannie podważany. Czas więc relacjom rodzice – państwo przywrócić równowagę. Trzeba jednak odejść od idei państwa totalitarnego – przekonywał Duda. A ów totalitaryzm przejawia się choćby w tym, że nie zostawiono rodzicom wyboru. Zmuszono ich do posyłania sześciolatków do szkół: „Jest przymus. Państwo polskie zaczyna tu przypominać totalitarne. Rodziców pozbawia się wpływu na wychowanie dziecka. To oni powinni decydować o tym, kiedy wysłać dziecko do szkoły. Trudno nie podzielić zdania państwa Elbanowskich”.
Słowa te rozjuszyły Bronisława Komorowskiego, który w TVN24 szybko skrytykował konkurenta do urzędu prezydenta. „Jesteśmy krajem demokratycznym, wolnym, o standardach europejskich. Polska rozwiązuje swoje sprawy lepiej lub gorzej, ale żeby nazwać ją krajem totalitarnym, trzeba nie mieć wiedzy, jak się w totalitaryzmie żyło” - stwierdził prezydent. I dodał, że w totalitaryzmie nie było szans na żadną krytykę, „dlatego taka wypowiedź to chyba jest wyborcza hipokryzja, a nie głębokie przekonanie” – dodał Komorowski.
O tym, jak się traktuje krytyków, przekonali się choćby wspomniani przez Andrzeja Dudę Karolina i Tomasz Elbanowscy. Choć pod swoim projektem ustawy obywatelskiej o zniesieniu obowiązku szkolnego dla sześciolatków zbierali setki tysięcy podpisów popierających ich postulaty rodziców (i to nie raz, a trzy razy), władze wykazały się w tej sprawie totalną ignorancją, żeby nie powiedzieć wręcz chamstwem. Już sam fakt, że podczas sejmowej debaty ławy świeciły pustkami, a minister edukacji nie pofatygowała się, by posłuchać propozycji rodziców, świadczy nie najlepiej o stosunku władzy do jej krytyków. A takie przykłady można mnożyć.
Tak gwałtowna i pełna oburzenia reakcja urzędującego prezydenta może mieć jeszcze jeden powód. Być może Andrzej Duda dotknął czegoś, o czym prezydent ostatnio zapomina. Dotknął kwestii sumienia i moralności. Krzyk i oburzenie nic jednak nie dadzą, bo sumienia zakrzyczeć się nie da.
Małgorzata Terlikowska
