Pojechałaś protestować w niedzielę do Paryża, jaki był ten marsz?
Jechałam tam z nadzieją, że coś na arenie tego świata w obronie wartości zaistnieje. Spodziewałam się, że będzie sporo ludzi, ale nie aż takich tłumów, że Francja aż tak bardzo ruszy do boju. Marsz ruszył z trzech miejsc. My wychodziliśmy z tego trzeciego, Placu Pinel, który był przewidziany jako ostatni. Wszystkie trzy łączyły się później w jeden szpaler. Tam gdzie my byliśmy było kilkanaście tysięcy osób, może bardziej związanych z Kościołem katolickim niż na dwóch innych placach. Rozpoczęło się wszystko od wspólnej modlitwy różańcowej. Byliśmy gotowi o 13.00, ale na swoją, kolejność czekaliśmy 4,5 godziny, bo tyle było osób i centrum miasta było zakorkowane. Staliśmy przez cały czas w zimnie i później w deszczu, ale ze wiernie wszystkimi w atmosferze radości. Skandowano hasła, że „rodzina to tata i mama”, że „nie chcemy takiego prezydenta” czy „Francja jest za rodziną - zobacz prezydencie”. Francuzi wyraźnie i głośno skandowali czego nie chcą.
Jak reagowano na waszą obecność?
Nas pojechało blisko 60 osób ze Szczecina i Polic z Bractwa Małych Stópek, Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” i Federacji Ruchów Obrony Życia. Byliśmy jedyną tam tak wyrazistą i liczną grupą Polski. Wyróżnialiśmy się długą prawie 10-metrową polską flagą, jednakowymi biało – czerwonymi chustami i niesionymi w dłoniach narodowymi flagami. Gdy udzielałam wywiadu przysłuchiwała się z uwagą temu, co mówiłam jedna kobieta. Okazało się, że była Polką mieszkającą we Francji. Rzuciła mi się ze wzruszeniem na szyję, i dziękowała za naszą obecność i wsparcie, że tak pięknie reprezentujemy nasz kraj. Francuzi widzieli, że jesteśmy z nimi w ich walce, cieszyli się tym. Pokazywali to na różne sposoby, poprzez gesty czy wspólne zdjęcia z nami. Polacy, którzy mieszkają od lat we Francji dziękowali i wyrażali podziw, że chciało nam się przyjechać na marsz z tak daleka, pytali z jakiego miasta jesteśmy. Co chwilę otrzymywaliśmy jakieś gesty wdzięczności.
Wyjazdy w obronie życia i tradycyjnego modelu rodziny nie są wam obce.
Nie są. Byliśmy obecni na Marszach dla Życia w Budapeszcie, Rzymie i Berlinie, gdzie również publicznie bardzo nam dziękowano za obecność. We francuskich mediach akcentowano, że jesteśmy grupą z Polski, jedną z niewielu grup narodowych. Polski ksiądz mieszkający we Francji powiedział nam, że francuska TV wspomniała o polskiej grupie i nas pokazała. Miasto było tak zakorkowane, że nie doszliśmy już do samego końca, do finału na Polach Marcowych, bo musieliśmy już wracać do Polski. Nie ukrywam, że byłam zdziwiona, że oni w takiej ilości, mimo zimna i deszczu wytrwali. To mnie mocno zbudowało.
A co było dla ciebie zaskakującego w tym marszu?
To, że zjednoczyły się we Francji wokół wartości różne środowiska, zarówno chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi. Oni wspólnie zobaczyli jakie mogą być niebezpieczne konsekwencje wprowadzenie tej ustawy. Co więcej, tamtejsi Polacy mówili nam, że na marszu pojawili się wszyscy, łącznie z przedstawicielami socjalistów czy środowiskami nie związanymi z żadnym religijnym wyznaniem czy światopoglądem. Protestowali wobec niebezpieczeństwa ingerencji w naturę człowieka – tak to określali. Myślę, że rząd francuski po tej manifestacji dostał wyraźny sygnał od obywateli, że ma problem do rozwiązania, i że wcale nie będzie tak łatwo, jak myślano wcześniej, przeforsować tę szkodliwą ustawę.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
