Protesty przeciw zatrzymaniu Marszu Niepodległości mają dwa oblicza. Jedno, to pokojowy więc „Kolorowa Niepodległa”, na którą zaprasza Krytyka Polityczna i związani z nią celebryci. Druga, bezwzględnie nastawiona na rozbicie patriotycznego szyku blokada, którą przygotowuje część organizacji zrzeszonych w Porozumieniu 11 listopada.

 

Oba te protesty łączy jedno – forsowanie zakłamanej wizji uczestników Marszu Niepodległości. Przesłanie wypowiedzi Borysa Szyca, Jacka Poniedziałka, Kaziemiery Szczuki, Tomasza Karolaka czy Wojciecha Pszoniaka jest proste – ulicami Warszawy chcą przejść neofaszyści, naziści, najgorszy motłoch, który uzurpuje sobie monopol na patriotyzm.

 

- Tak, jak książka nie ma tylko białych stron, bo byłaby pusta, tak świat nie jest tylko biały. Jest kolorowy, pachnący, wielokulturowy. I myślę, że nie powinniśmy tego zmieniać, bo to chyba nienaturalne – przekonuje Borys Szyc. Czy uczestnicy Marszu chcą to zmieniać? 

 

- Ja chciałbym żyć w takim kraju, który jest wolny dla wszystkich, który mieni się tak, jak jest kulturowa światowa. Im więcej różnych narodowości, im więcej tradycji, tym dla nas lepiej, dla naszej polskiej kultury, która już się zmienia i chcemy, żeby ona się zmieniała cały czas i żeby była na tym samym poziomie, co kultura światowa – przekonuje Tomasz Karolak. 

 

Roma Gąsiorowska uważa swoją obecność na „Kolorowej Niepodległej” za „sprzeciw wobec jakimkolwiek formom faszystowskich inicjatyw”. - Marsz, który 11 listopada stara się zorganizować skrajna prawica, to tego typu forma wyrażania siebie, której nie popieram. Każdy, kto jest za wolnością, niepodległością, i kto chce żyć w kraju ludzi szczęśliwych powinien tam być i swoją obecnością wyrażać sprzeciw wszelkim ruchom faszystowskim w Polsce – apeluje zupełnie tak, jakby uczestnikom Marszu Niepodległości zależało na życiu w kraju ludzi nieszczęśliwych... . 

 

„Nikt sobie nie przywłaszczył patriotyzmu i żadnej opcji seksualnej”, „Musimy przeciwstawić się tym, którzy uważają, że narodowy to znaczy faszystowski”, „Polska jest dla wszystkich kolorów tęczy”, „Marsz neofaszystów 11 listopada, którzy chcą nasze wspaniałe święto zamienić w nie wiem co”, „Nasza odpowiedź na zawłaszczanie tego dnia przez nacjonalistów” - powtarzają jak mantrę zwerbowani przez Krytykę Polityczną celebryci.

 

Trudno podejmować oddzielną polemikę z każdym z osobna. Tym bardziej, że mało które argumenty podnoszone przez uczestników Marszu spotykają się z – przynajmniej – zrozumieniem. Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej, wielokrotnie podkreśla, że organizotorom manifestacji nie jest po drodze z neonazistami czy skrajnymi nacjonalistami, bo takie idee są po prostu sprzeczne z postawą patriotyczną.

 

W niedzielę Marsz Niepodległości postanowiła na swojej stronie internetowej zareklamować organizacja „Blood&Honour”, co sprytnie wykorzystała „Gazeta Wyborcza” próbując piórem Grzegorza Szymnika skompromitować Marsz Niepodległości. Chociaż organizatorzy patriotycznej manifestacji jednoznacznie odcięli się od tej, wątpliwej jakości, reklamy. Co więcej, zasugerowali, że to właśnie Porozumienie 11 listopada, które wzywa do blokady marszu, próbuje "skompromitować narodowo-patriotyczną inicjatywę".

 

- Dla mnie obchodzenie świąt niepodległościowych to nie jest powód do płaczu, do rozpaczy i do wyrywania sobie włosów z głowy, tylko do radości i różnorodności – przekonuje na jednym z filmów Krytyki Politycznej Jacek Poniedziałek. Zapewniam pana, że zarówno uczestnicy, jak i organizatorzy Marszu, wcale nie chcą płakać czy rwać włosów z głowy. Również chcemy świętować radośnie. Dlatego – odbijając piłeczkę – dlaczego Krytyka Polityczna i Porozumienie 11 listopada uzurpuje sobie monopol na „kolorową” niepodległość? Ta, w wersji zaproponowanej przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, bynajmniej nie jest ani tylko biała, ani czarna, ani tym bardziej brunatna. Jest biało-czerwona.


Marta Brzezińska