- Z zamkniętymi oczami wierni bujali się w rytm rockowej muzyki. Zebrani prosili Boga o ratunek dla swojego kraju - czytamy w "Christian Post". Chrześcijańscy liderzy grzmieli podczas spotkania, że Ameryka wkracza na ścieżkę destrukcji i chrześcijanie mają obowiązek powstać z kolan i modlić się za powrót Ameryki do Boga.
Zabijanie dzieci nienarodzonych, legalizacja „małżeństw” homoseksualnych w Kalifornii czy problem uzależnień nie mogą być zwalane tylko na rząd. Każdy chrześcijanin musi modlić się, by Bóg zmienił serca mężczyzn i kobiet - głosili mówcy. – Rząd to ludzie. A ludzie są odbiciem Kościoła - powiedział jeden z organizatorów imprezy, Lou Edge. – Problemem nie jest tylko rząd. Problemem są sami chrześcijanie. Jeżeli ludzie przystąpią do modlitwy, to Kościół wygra tę bitwę - dodał.
Biskup Harry Jackson, który wsławił się walką z legalizacją „małżeństw” homoseksualnych, modlił się, by prezydent Barack Obama nawrócił się jak Szaweł w drodze do Damaszku. Wierni modlili się również o nawrócenie senatorów i członków Kongresu, by ci nie uchwalali ustaw pozwalających na zabijanie nienarodzonych dzieci i niszczących tradycyjny model rodziny.
Pierwszy raz "TheCall" miał miejsce w 2000 roku, gdy prezydentem USA został George W. Bush. Jeden z organizatorów powiedział wówczas, że musiał podziękować Bogu za objęcie władzy przez człowieka, który sprzeciwiał się zabijaniu dzieci nienarodzonych i przestrzegał fundamentalnych zasad moralnych.
10 lat temu "TheCall" odbyło się w The National Mall w Waszyngtonie. Uczestniczyło w nim 400 tys. wiernych. Tym razem wiernych było znacznie mniej. Ich liczbę szacuje się na niecałe 20 tysięcy.
Ł.A/ChristianPost
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

