„W dyskusji o in vitro nie da się oddzielić czynu od człowieka, tak jak w wielu innych newralgicznych kwestiach etyki seksualnej. Potępiając np. antykoncepcję, Episkopat nie uderza w konkretną grupę społeczną, bo nie sądzę, by kobiety, które biorą pigułkę, czuły się dotknięte sporadycznymi apelami biskupów, by stosować kalendarzyk małżeński. W przypadku in vitro Kościół dyskredytuje rosnącą z każdym rokiem grupę rodziców i dzieci. Zrobił coś, co trudno usprawiedliwić: podważył podstawy istnienia dzieci żyjących dzięki sztucznemu zapłodnieniu” - podkreśla Wiśniewska.

A jej słowa pokazują, że nic nie rozumie ona z nauczania Kościoła. Otóż Kościół nie odbiera prawa do życia dzieciom z in vitro, tak jak nie odbiera go dzieciom poczętym z gwałtu. On tylko przypomina, że metoda ich powstania jest niemoralna, bowiem pochłania życie innych dzieci. To nie Kościół jest temu winien, a lekarze i biznesmeni, którzy na in vitro zarabiają gigantyczne pieniądze.

„Wysłuchiwanie, że żyje się kosztem innych istnień ludzkich, też nie wpływa dobrze na samopoczucie dzieci i ich rodziców. A fraza, że dziecko z in vitro "żyje kosztem swoich braci i sióstr", powraca w dokumentach i kazaniach hierarchów mimo sprostowań wielu ekspertów, że mrożone zarodki są bezpieczne” - przekonuje dalej Wiśniewska. I znowu nie bardzo wiadomo, co zrobić z jej zapewnieniami. Otóż każdy kto zajmuje się in vitro wie, że aby urodziło się jedno dziecko trzeba poświęcić inne. I nie chodzi tylko o te zamrożone (zabawnie brzmią zapewnienia o tym, jak bezpieczna jest to procedury, gdy wie się, że niemal 40 procent zarodków umrze, gdy spróbuje się je rozmrozić), ale także o te, które giną w trakcie innych elementów procedury in vitro. Takie są fakty, a rodzice, którzy się na procedurę zapłodnienia pozaustrojowego zdecydowali powinni je poznać, choćby po to, by uświadomić sobie własną winę moralną. Kościół nie jest powołany do tego, by sprawiać im przyjemność, ale by głosić prawdę. Tylko ona ma bowiem moc wyzwolenia.

Totalne niezrozumienie nauczania Kościoła widać także w innych fragmentach wypowiedzi Katarzyny Wiśniewskiej. Ot choćby w tych, w których przekonuje ona, że „w oczach duchowieństwa kilkadziesiąt tysięcy dzieci oprócz grzechu pierworodnego dotyka inny, znacznie gorszy. "Grzech", którego rodzinom korzystającym z in vitro Kościół nie zamierza odpuścić”. I znowu dzieci nie są winne żadnego grzechu (poza pierworodnym). Ale rodzice i lekarze już są. Jak każdy grzech może on być odpuszczony, ale wymaga to spełnienia warunków dobrej spowiedzi. Jednym z nich jest żal za grzechy. Jeśli go nie ma, to trudno mówić o odpuszczeniu. Wiśniewska o tym oczywiście wie, ale nie pasuje jej to do obrazu, więc świadomość tę wypiera.

Tomasz P. Terlikowski