Zirytowany Tomasz poinformował mnie, że jego brat otrzymał w więzieniu pismo wedle którego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma zniszczyć materiał dowodowy zgromadzony w sprawie, czyli m.in. całą stertę płyt na których zawarta jest m.in. dyskotekowa muzyka arabska i materiały poświęcone terroryzmowi, które w czase swoch studiów wykorzystywał analityk.

 

Dlaczego o piśmie dowiedział się tylko Artur Ł.? Dlaczego o sprawie nie wie adwokat zatrzymanego? Dzisiaj brat aresztowanego chłopaka udał się do prokurator Szumowskiej z zapytaniem, o co właściwie chodzi. Tyle tylko, że wizyta nie rozwiała żadnych wątpliwości. Czyżby prokuratura nic nie wiedziała na temat ostatniej decyzji funkcjonariuszy Agencji? Wiele na to wskazuje.

 

Najbardziej groteskowe jest jednak to, że zarekwirowany "materiał dowodowy", który ma wartość ok. 1000 zł, należy do... Tomasza Łętowskiego, co podkreśla od początku. Wśtód rzeczy będących "potwierdzeniem" popełnienia  - czy prób popełnienia - przestępstwa jest tylko arafatka, którą kilka lat temu Tomasz podarował zatrzymanemu bratu.

 

- Jesteśmy oburzeni takim obrotem sprawy. Nasz adwokat również jest zdumiony, tym bardziej, że nie wiedział o tej sprawie. To wszystko budzi nasz sprzeciw i dlatego pisałem już do Prokuratora Generalnego w sprawie nieprawidłowości, jakie zaistniały - tłumaczy Łętowski. Mężczyzna podkreśla, że zniszczenie należących do niego przedmiotów (będących dowodem na "terroryzm" jego brata - sic!) byłoby dodatkową dolegliwością, związaną z przykrą sprawą zatrzymania Artura przez ABW.

 

Sprawą, która już zdążyła doprowadzić do łez Polaków, śmiejących się z funkcjonariuszy pozujących na superherosów rodem z amerykańskich filmów o FBI. 

 

Aleksander Majewski