Gdy w krakowskie pismo zainwestował potężny koncern medialny ITI, wydawało się, że kłopoty finansowe nie będą się go już imały. Nic bardziej błędnego. Redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego", ks. Adam Boniecki, nie ma powodów do radości. W swym ostatnim tekście zwraca się do czytelników TP o pomoc. - Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele, kryzys finansowy, którego skutki dotknęły już wiele przedsiębiorstw, wydawnictw i gazet, a w konsekwencji - konkretnych ludzi, dotyka także nas. 'Tygodnik Powszechny', który zawsze był nastawiony bardziej na pełnienie misji niż na zysk, znalazł się w sytuacji tak poważnego zagrożenia, że uznaliśmy za konieczne Was o tym poinformować - pisze ks. Boniecki. Mimo unowocześnienia szaty graficznej pisma, mimo wzrostu sprzedaży i wzrostu cytowań, „zagrożona jest dalsza egzystencja pisma".

Sprawa jest na tyle poważna, że problem zdecydował się nagłośnić współpracujący z gazetą publicysta Marek Zając, który na łamach „Polska. The Times", pisze: - Można się zżymać: dlaczego mamy pomagać tygodnikowi, który działa na wolnym rynku? Czy w takim razie powinniśmy wspierać wszystkie inne przeżywające trudności gazety i magazyny? Śmiem twierdzić, że "Tygodnik" jest pismem szczególnym. Pismem, którego rolę mierzyć należy nie liczbą sprzedanych egzemplarzy, ale jakością artykułów i poziomem jego czytelników. I tu wcale nie chodzi o aplauz dla poglądów głoszonych przez "Tygodnik" - pisze Marek Zając. Czy jest o co walczyć? Co ze zobowiązaniami ITI?

JaLu/TP/Polska

 

Zobacz także:

Apel o pomoc dla "Tygodnika"

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »