Scenariusz do filmu, opartego na infantylnej książce, ma napisać Roger Avary. Były przyjaciel Quentina Tarantino, który jako współautor scenariusza do Pulp Fiction dostał Oscara, od lat próbuje odnaleźć się w Hollywood. Niestety jego największym sukcesem do tej pory ( nie licząc bycia przystawką dla wielkiego Quentina) było stworzenie głupawej komedii „Żyć szybko, umierać młodo”. Avery ma wielkie problemy z wejściem do czołówki amerykańskich scenarzystów i najprawdopodobniej dzięki zaangażowaniu się w skandaliczny projekt Verhovena chce wejść choćby kilka pięter pod apartament swojego byłego kumpla. Podobnie sprawa wygląda również w przypadku reżysera „Człowieka Widma”. Holenderski reżyser, który w ostatnich latach nie popełnił żadnego godnego dzieła, postanowił napisać książkę o Jezusie. Po wieloletnich „badaniach” doszedł on do zaskakujących wniosków. Reżyser odrzuca boskość Jezusa oraz wszystkie Jego cuda. Twierdzi również, że był On owocem gwałtu na Marii dokonanym przez rzymskiego centuriona ( dokładnie taką samą propagandę sączyli naziści, którzy w taki sposób tłumaczyli niebieskie oczy Jezusa i jego blond włosy). Verhoven uważa również, że Jezus z Nazaretu był przywódcą bardzo radykalnego ruchu wyzwoleńczo-religijnego, któremu zależało na stworzeniu królestwa na Ziemi a nie w niebie. Reżyser ponadto bawi się w domorosłego teologa i przekonuje, że Chrystus jest ważny dla ludzi nie jako ten, który zbawił nas od grzechu, ale ten, który wskazał nam, jak żyć i jakie wartości powinny być dla nas ważne.
„Mój scenarzysta poradził mi, żebym nie kręcił tego filmu w USA, bo chrześcijanie mnie zastrzelą. To nie jest żart. Dlatego dla własnego bezpieczeństwa postanowiłem najpierw napisać książkę na ten temat i tak powstał "Jezus z Nazaretu". Najpierw chciałem zaciekawić tematem i sprawdzić reakcję ludzi na moje tezy w niej zawarte” - powiedział Paul Verhoeven. Holenderski reżyser, który chyba przestraszył się śmierci Theo Van Gogha, zapominając, kto zabił jego krajana, oparł swoją amatorską książkę m.in. na badaniach znanego w USA „badacza”, który kwestionuje boskość Jezusa- Roberta W. Funka. Zdaniem Funka Jezus był podróżującym mędrcem, który nie założył religii ani nie zmartwychwstał, lecz przedstawiał ludziom idee kompletnie odmienne od wszystkiego co do tej pory wiedzieli. Innymi słowy Verhoven oparł swoją książkę na New Age-owych bredniach, które niejednokrotnie zostały zmiażdżone przez teologów i historyków.

Twórca „Pamięci absolutnej” i jednego z najgorszych filmów w historii kina "Showgirls", zamierza opowiedzieć historię Jezusa pozbawioną nawet scen ukrzyżowania. Jego Jezus będzie… filozofem. „Chrystus jest ważny dla ludzi nie jako ten, który zbawił nas od grzechu, ale ten, który wskazał nam, jak żyć i jakie wartości powinny być dla nas ważne. Był całkowicie innowacyjny w dziedzinie etyki, a przez to wyklęty w świecie zdominowanym przez Rzymian. Wierzę, że został ukrzyżowany, bo stawał się coraz bardziej potężny, a przez to niebezpieczny dla rządzących” – cytuje słowa Verhoevena TVN24.pl. Twórca tłumaczy dlaczego zamierza zrezygnować ze scen ukrzyżowania. Nie lubi on po prostu „Pasji” Mela Gibsona, która jego zdaniem jest... okropna.
Verhoven nie jest pierwszym i pewnie nie jest ostatnim „badaczem”, który zaprzecza relacjom biblijnym. Jednak jest on pierwszym człowiekiem, który zamierza zekranizować bełkotliwe i sprzeczne z historycznymi faktami teorie o życiu Jezusa z Nazaretu. Jego dzieło już jest porównywane do „Ostatniego kuszenie Chrystusa” Martina Scorsese, co jest wielkim nadużyciem. Film Scorsese jest niezwykle kontrowersyjny, jednak jest to dzieło głęboko religijne i prowokujące do myślenia. Natomiast Paul Verhoven zamierza uderzyć w same serce Ewangelii, tym samym zaprzeczając jej istocie. Można chyba postawić tezę, że będziemy mieli do czynienia z „Kodem da Vinci” w Judei. Trudno sobie wyobrazić by na taki „kąsek” nie rzuciły się hollywoodkie gwiazdy. Wiadomo, że Jezusa musi zagrać jakiś Aryjczyk. Może Dolph Lundgren? On pasuje w końcu do poziomu holenderskiego twórcy…
Nie ulega wątpliwości, że twórca „Robocopa” rozpaczliwie próbuje powrócić do pierwszej ligi w Hollywood i dlatego potrzebuje skandalu. Chyba jednak lepiej było dla twórcy „Żołnierzy kosmosu”, by wziął się za to co potrafi najlepiej- kina s-fi…zaraz..przecież to właśnie robi! Jego książka niewiele się różni od scenariusza do „Robocopa”. Jest tyle samo warta historycznie.
Łukasz Adamski
Oto trailer filmu scenarzysty "dzieła" o Jezusie:

