"Telewizja publiczna, konkretnie TVP2 wyemitowała wczoraj (wtorek-przy.autor) kuriozalny reportaż, dokument o Węgrzech i Viktorze Orbánie. Musze przyznać, że to dzieło niebywałe. Propagandowy, prymitywny produkcyjniak, przypominający najgorszy styl telewizji z czasów Jerzego Urbana i gorszych - z lat 50. Manipulacja goniła w nim manipulację. Wypowiadali się niemal wyłącznie przedstawiciele jednej strony, wśród których jednym z dwóch głównych komentatorów był skompromitowany kłamca, były socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsany".
Obraz, który pokazała TVP2 jest tak prymitywny, że można mieć pewność o nieprzypadkowym zachowaniu, ale wręcz przeciwnie. Jak pisze Janke: "Takich rzeczy nie robiono nawet w telewizji Roberta Kwiatkowskiego. Ten film powinien być pokazywany w szkołach dziennikarskich jako wzór tego, jak można manipulować i fałszować rzeczywistość. Szokujące jest to, że tak nierzetelny, jednostronny film emitowała TVP2 – telewizja publiczna. Oczekuję, że stanowisko w tej sprawie zajmie Rada Etyki Mediów a kierownictwo TVP2 odpowie, dlaczego taki materiał został wyemitowany i kto personalnie o tym zdecydował".
Prawdą jest, że film powstał w austriackiej telewizji publicznej ORF, co pokazuje, że jest tam jeszcze gorzej niż u nas. Ale nie ma co zwalać wszystkiego na Austriaków. Problemem naszego podwórka jest to, że publiczna telewizja publikuje taką urbanową propagandówkę za nasze pieniądze. I z tym trzeba walczyć jak z zarazą.
