Szef rządu pytany przez dziennikarzy "Faktu", jak ocenia samego siebie w kontekście katastrofy Tu-154 w Smoleńsku, odpowiada: „dla jednych zachowuję się wzorcowo. Inni rzucają na mnie najgorsze obelgi. I za 10 czy 15 lat zdania będą takie same. Czuję ten ciężar. Mam tego świadomość”.

Na pytanie, czy nie ma sobie nic do zarzucenia, Donald Tusk przyznaje: „Żałuję tylko jednego. Chciałbym cofnąć czas i coś powiedzieć Lechowi Kaczyńskiemu”. - To bardzo osobista rzecz, coś serdecznego – dodaje szef rządu.

Premier pytany, czy w związku z dominacją Platformy Obywatelskiej nie grozi mu przekroczenie cienkiej granicy, której polityk nie powinien przekraczać, odpowiada: „Jeśli polityk ma pewność, że może wszystko, to musi mieć w sobie umiar i pokorę, bo inaczej prawie na pewno prędzej czy później zacznie robić złe rzeczy”.

- Nie sądzę, żebym przekraczał tę granicę. Zakres mojej władzy i Platformy są nieporównywalnie mniejsze niż na przykład premiera Węgier. Tam jeden polityk skupił w ręku władzę zdolną nie tylko do zmiany każdej ustawy, ale też konstytucji - dodaje.

Szef Platformy Obywatelskiej przyznaje, że z dowodami na działanie opozycji w naszym kraju ma każdego dnia, jednak uważa, że nie jest to konstruktywna działalność. - To, że opozycja istnieje, widzę każdego dnia. Gdyby jednak była silniejsza i miała własny pomysł na państwo, to mogłoby nam pomóc w pracy. Proszę nie traktować tego jako usprawiedliwienia. To banalna definicja demokracji. Potrzebna jest i silna opozycja, i silny rząd. W demokracji to jest ekscytujące, że konkurencja wymusza lepsza pracę. Dzisiaj mam poczucie, że konkurencja jest słabsza niż wcześniej. I to być może powoduje, że ludzie szeroko pojętej władzy nie czując tego oddechu na plecach, zachowują się trochę jak sportowcy, którzy mając słabszego konkurenta, dopingowani są tylko przez własne ambicje - ocenia premier.

żar/Dziennik.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »