W rozmowie z tygodnikiem "Newsweek" poseł Solidarnej Polski na pytanie czy Donald Tusk prowadzi politykę antyklerykalną? odpowiedział:
 "Tak, nie da się temu zaprzeczyć. W publicystyce Donald Tusk był kojarzony z tą częścią Kościoła, którą nazywano „Kościołem łagiewnickim”. Co prawda przed wyborami deklarował przywiązanie do wartości i spraw Kościoła, żeby uzyskać poparcie katolickich wyborców, po elekcji natomiast premier słowa, które pierwotnie deklarował, nie dotrzymał. To są nie tylko sprawy ideowe – każdy ma prawo do różnej opinii. Ale gdyby Donald Tusk konsekwentnie wyznawał choć minimum wartości bądź tak jawnie nie lekceważył kanonów nauczania Kościoła, to jego partia nie zachowywałaby się tak chwiejnie, co zarzuca jej nie tylko prawica, ale także lewicowi, liberalni wyborcy. Przykładem jest fundusz kościelny i dyskusja na ten temat. Nie chodzi o stanowisko, ale o lekceważący stosunek do duchownych i zaskakiwanie ich różnymi radykalnymi decyzjami (...) Kościół jest naszym ważnym partnerem społecznym. Ale to akurat nie dziwi: rząd lekceważy wszystkich partnerów, w tym związki zawodowe, samorządy. Negatywne opinie nuncjusza nie są dla mnie zaskoczeniem. Postawa Platformy oznacza zwrot w kierunku lewicy i lewaków i poszukiwanie poparcie w tych środowiskach".

 

Bardzo trafna analiza posła Cymańskiego. Po wczorajszym marszu "Obudź się Polsko" nie ma żadnej wątpliwości: jedynie PiS i Solidarna Polska wraz z klubem Marka Jurka są obrońcami nauki katolickiej przed laicyzacją polityczno-społeczną. PO jest organem wrogim Kościołowi, co powinno skłonnić wszelkie osoby uważające się za katolików do przewartościowania swoich politycznych sympatii. Bo jak powiedział arcybiskup John Myers: "Katolicy, którzy popierają gejowskie małżeństwa, nie powinni przyjmować Komunii", a jak wiemy rząd PO w tej materii idzie za głosem lobby gejowskiego. I to wystarczy by widzieć tę partię jako wroga Kościoła katolickiego.

 

sm/newsweek