Przez lata prym wiódł w niechlubnej konkurencji Sojusz Lewicy Demokratycznej, który pod wodzą Leszka Millera, znowu chętnie odegrałby swoją pieśń przeszłości. - Minister sportu Joanna Mucha powinna złożyć rezygnację i zająć się ciążą, a potem swoim dzieckiem – powiedział niedawno rzecznik SLD Dariusz Joński w rozmowie z reporterami telewizji Superstacja. Jak można się domyślać, na polityka spadła fala krytyki, a sam zainteresowany tłumaczył się, że telewizyjny materiał został zmanipulowany.
Oczywiście Joński nie jest ucieleśnieniem całego SLD, ale to nie pierwszy taki przypadek w dziejach partii. Teraz ważna postać Sojuszu gra na nosie feministkom, kilka lat temu Anita Błochowiak zakpiła z homoseksualistów, a w jeszcze bardziej odległej przeszłości Włodzimierz Cimoszewicz, jak bezduszny burżuj, urządzał sobie drwiny z powodzian.
Chorobą lewicy (bynajmniej nie filipińską) zaraziła się również Platforma Obywatelska. I tak, partia odwołująca się do zasad demokracji i liberalizmu, nagina je wedle własnego widzimisię. Donald Tusk i spółka poinformowali polskich podatników, których lwią część stanowią katolicy, że - jak na obywateli "drugiej Irlandii" przystało - będą musieli wykładać kasę na zabieg in vitro. Wszystko w ramach "programu zdrowotnego", dzięki któremu Słońce Peru nieco wzniesie się na horyzoncie słupków poparcia. Czy ktoś zapytał o zdanie podatników? Dziwna praktyka, jak na piewców demokracji...
Ale czy na pewno? Jak zauważył przewodniczący sejmowej komisji zdrowia Bolesław Piecha (PiS), w żadnym punkcie projektu budżetu państwa na 2013 r. nie ma przewidzianych pieniędzy na refundację in vitro. Piecha powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że w projekcie budżetu są wyszczególnione kwoty na wszystkie programy zdrowotne, ale wśród nich nie ma… in vitro. - Teoretycznie in vitro mogłoby być finansowane z budżetu NFZ, ale w planie finansowym Funduszu na 2013 r. nie przewidziano na to żadnych środków. Na razie mamy więc do czynienia z rzuconym hasłem bez wskazania, skąd wziąć pieniądze na finansowanie - mówi b. wiceminister zdrowia.
Podobnego zdania jest ginekolog-położnik dr Tomasz Rokicki, który przyznał w rozmowie z PAP, że na razie brakuje szczegółowych informacji o tym, jak miałby wyglądać program refundacji in vitro. - Istnieją obawy, czy bez wcześniejszego uregulowania kwestii in vitro w ustawie rzeczywiście będzie możliwość przeprowadzenia trwałej refundacji. Tego typu rozwiązania z reguły są wtórne do ustawy, np. bioetycznej czy dotyczącej wyłącznie in vitro. Ta procedura nie jest obecnie opisana ustawowo, brakuje regulacji prawnych. To jest niepokojące – mówi dr Rokicki.
Czyżby Donald Tusk wykiwał tych, którzy znowu wynieśli go na fotel lidera sondaży? W końcu premier jest wielkim miłośnikiem piłki nożnej i drybling ma opanowany… A może strzeli do własnej bramki?
Aleksander Majewski
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze tygodnika "Nasza Polska"
