Pretensji do syna premiera nie ukrywa również były szef z gdańskiego oddziału "Gazety Wyborczej". "Mamy prawo czuć się oszukani" - pisze Jan Grzechowiak.
Chodzi o współpracę, jaką Tusk, będąc dziennikarzem "Wyborczej", podjął z liniami lotniczymi OLT Express. Z redakcją pożegnał się oficjalnie 12 kwietnia, ale jeszcze 23 marca w "Magazynie Trójmiejskim" ukazał się wywiad z Jarosławem Frankowskim, dyrektorem OLT Express. Co najbardziej szokujące, Tusk przyznał w rozmowie z "Wprost", że to on sam układał pytania i odpowiadał na nie w imieniu Frankowskiego. - Chyba za dużo grałem w gry komputerowe o liniach lotniczych i wielkich portach tranzytowych. Najwyraźniej gra się zawiesiła - tłumaczy syn premiera.
"Teraz dowiadujemy się, że nas oszukał i sam napisał odpowiedzi. Po siedmioletniej niemal idealnej współpracy z Michałem trudno mi w to uwierzyć. Albo więc dziennikarze "Wprost" zniekształcili jego wypowiedź, albo syn premiera, nasz niedawny kolega, kompletnie się pogubił" - pisze w swoim oświadczeniu Jan Grzechowiak.
Były szef gdańskiego oddziału dziennika wyjaśnia, że przełożeni, jak i najbliżsi redakcyjni koledzy Tuska nie wiedzieli, że jeszcze przed kwietniowym pożegnaniem z "Wyborczą" syn premiera rozpoczął w marcu współpracę z OLT. Uważa, że dziennikarze mają prawo czuć się oszukani. "Michale, nie tak wyobrażałem sobie koniec Twojej przygody z Gazetą" - pisze Grzechowiak.
Michał Tusk udzielił również krótkiego wywiadu "Gazecie Wyborczej" w którym przyznał, że doszło do "złamania dobrych zasad i standardów", ale zaprzeczył doniesieniom według których miał sprzedawać firmie OLT Express tajemnice gdańskiego portu lotniczego.
AM/Wprost/Onet.pl

