- Gdy dziś słyszymy, że ktoś chce polować (...) na homoseksualistów, na Żydów, na nie-Polaków albo (...) mówi, że kobieta zgwałcona ma obowiązek rodzenia dzieci i że do więzienie trafią ci, którzy nie wierzą w zamach smoleński, to ja chcę powiedzieć, że PO jest po to, żeby te groźby nigdy nie stały się faktem - mówił premier Donald Tusk w czasie Rady Krajowej PO.
Nie wiem, gdzie premier usłyszał, że ktoś chce polować na homoseksualistów, Żydów czy nie-Polaków, ale jeśli gdzieś to usłyszał, to ma chyba odpowiednie służby, które powinny się tym zająć. A jeśli się tym nie zajmują, to albo opowieści o tych groźbach są wyssane z wielkiego palca premiera, albo jego służby nie działają odpowiednie, bowiem premier nie wie, kto do takich strasznych spraw wzywa.
Ale mnie najbardziej zainteresowała sugestia, że PO jest po to, by można było w Polsce rozrywać dzieci na strzępy, tylko dlatego, że mają one odpowiednie pochodzenie. Dokładnie takie znaczenie ma bowiem premierowski sprzeciw (wobec posła Artura Górskiego i może jeszcze mnie, bo jak na razie publicznie o tym mówimy tylko my) wobec zakazu aborcji u zgwałconych kobiet. Cóż członkom i politykom PO gratuluję otwartości ich szefa, a katolików z tej partii pytamy, czego jeszcze potrzebują, by jasno stwierdzić, że katolik zwyczajnie w tej partii być nie może.
Tomasz P. Terlikowski
