Minister skarbu wpisał Grupę Azoty na listę spółek strategicznych, których nie zamierza sprzedawać do końca przyszłego roku. Jednak premier Donald Tusk odmawia umieszczenia jej na liście spółek, które bezterminowo pozostaną pod kontrolą Skarbu Państwa. Czyżby było to więc pozostawienie furtki do przyszłej sprzedaży Azotów Moskwie?

Obecnie Skarb Państwa posiada zaledwie 33 proc. akcji Grupy Azoty. Następna w kolejności jest spółka Norica Holding, zależna od rosyjskiego Acronu. Do czerwca 2014 roku udało jej się skupić 20 proc. akcji. Kolejnymi akcjonariuszami są ING OFE (9,96 proc.), TFI PZU (8,76 proc.) oraz EBOiR (5,75 proc.).

Od dawna pojawiają się spekulacje, w myśl których Acron stara się skupować dalsze akcje od podmiotów zależnych, unikając obowiązków informacyjnych. Chodzi tu o spółki, które są od Acronu niezależne kapitałowo, ale powiązane z nim więzami nieformalnymi lub formalnymi, na przykład w postaci umowy-zlecenia zakupu akcji i odsprzedaży ich Acronowi. W wolnym obrocie, a więc poniżej minimalnego progu zgłaszania, znajduje się obecnie 22,53 proc. akcji. To właśnie w tej grupie Acron może szukać swoich możliwości.

Rzecznik Azotów mówi wprost, że działania Acronu są traktowane przez Skarb Państwa oraz Zarząd Grupy Azoty jako wrogie przejęcie.

Azoty mogłyby zostać zabezpieczone poprzez umieszczenie ich na liście w załączniku do rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie spółek o istotnym znaczeniu dla państwa. Wówczas Azoty pozostałyby bezterminowo pod kontrolą państwa. Jednak Donald Tusk od dłuższego czasu nie odpowiada na petycję, jaką związkowcy skierowali w tej sprawie.

„Jestem przekonana, że rząd chce sprzedać Azoty, gdy tylko burza wokół przejęcia przez Rosjan ucichnie” – mówi poseł PiS Gabriela Maslowska.

bjad/naszdziennik.pl