Przedstawiamy fragment artykułu Ryszarda Terleckiego z "Gazety Polskiej Codziennie":

Minęło 150 lat odkąd w mroźną styczniową noc powstańcze partie zbierały się po lasach. Poszli zimą, marzyli o wiośnie, ginęli latem i jesienią. Nie nadeszła pomoc – jak zwykle brakowało broni i żołnierskiej strawy. Po upadku powstania wolna Polska – ta w duszach i głowach – powędrowała na Syberię. W kraju zostały groby, skonfiskowane majątki, kobiety w czarnych sukniach, osierocone dzieci. Ale zostały też wieczorne Polaków rozmowy, długo w nocy przywoływane wspomnienia, skrzyżowane na ścianach stare szable, miłość do koni, rysunki Grottgera.

Pamiętliwy naród stawiał krzyże, sypał kurhany, budował pomniki. Obchodzono kolejne rocznice. Nawet komuniści na swój sposób szanowali historię szlacheckiego powstania. Trzeba było dopiero Platformy Obywatelskiej, żeby wyprzeć się półtorawiekowej tradycji.

W Sejmie odrzucono wniosek, aby uczczenie okrągłej rocznicy uhonorować Rokiem Powstania Styczniowego. Dla partii Tuska przywiązanie do własnej historii jest przeszkodą w interesach: z Rosją, z Niemcami, z Ukrainą. Trzeba znać kursy walut i wzrost cen złota, a nie historyczne wydarzenia. Trzeba wiedzieć, z którym ministrem załatwi się biznes na stacji benzynowej i do którego sędziego można zadzwonić w razie potrzeby – to jest wiedza ceniona w tej partii.

Ale jest i drugi powód historycznej amnezji. To strach. Od powstania styczniowego do wymarszu Legionów minęło pół wieku. Równo 30 lat później miały miejsce „Burza" i Powstanie Warszawskie. Kolejne 36 lat trzeba było czekać na Solidarność. Do dziś od sierpniowego zwycięstwa minęły 32 lata. Czyżby znów coś wisiało w powietrzu? - pisze Ryszard Terlecki.


Całość: http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/tusk-boi-sie-powstania

 

JW/Gazeta Polska Codziennie/Kresy.pl