Myślę jednak, że wybudowanie tej cerkwi nie będzie miało większego wpływu na relacje między naszymi krajami. Nie łączę z tym również przebiegu śledztwa w sprawie mordu katyńskiego, tym bardziej że obecnie czekamy na werdykt najwyższej izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Dopiero po jego ogłoszeniu będziemy mogli zastanowić się, co dalej, a na razie tkwimy niejako w stanie zawieszenia.
Byłem na cmentarzu katyńskim, gdy 7 kwietnia 2010 r. premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin w towarzystwie premiera Polski Donalda Tuska wmurowywał kamień węgielny pod budowę tej cerkwi. Wówczas posługiwano się taką retoryką, że skoro Las Katyński przynajmniej od 1937 r. był miejscem pochówku ofiar mordów dokonywanych przez NKWD i leży tam także wielu Rosjan, czymś naturalnym wydaje się to, że również Rosjanie chcą uczcić swoje ofiary. Z pewnością jest to jakiś argument, ale dlaczego cerkiew wybudowano akurat przy samej drodze, a nie trochę głębiej, np. tam gdzie stoi okazały prawosławny krzyż?
Ale wszelkie protesty i zastrzeżenia należało zgłaszać na etapie pomysłu. Teraz, gdy cerkiew stoi, powinniśmy przyjąć za dobrą monetę to, że Rosjanie chcą uczcić pomordowanych rodaków i wyrazić smutek, że zrobili to w sposób, który przyćmiewa to, co dla nas w tym miejscu jest najważniejsze i najistotniejsze, czyli nasz memorialny cmentarz katyński. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, iż cała sprawa ma charakter nie tyle religijny, co polityczny - pisze Materski.
JW/NaszDziennik.pl

