Tereny Turcji były kiedyś zamieszkane w większości przez chrześcijan. Dziś to obszar całkowicie niemal zislamizowany – niestety, do exodusu tureckich wyznawców Chrystusa przyczyniają się także XX-wieczne rządy tego państwa. Dane są brutalne: 100 lat temu 20 proc. tureckiego społeczeństwa wyznawało chrześcijaństwo. Dziś to zaledwie 0,2 proc.

Według pisarza Cengiza Aktara żaden kraj w całym regionie, nawet Iran, nie jest tak homogeniczny pod względem religijnym. „To monokultura” – dodaje Aktar.

Za islamizację kraju odpowiada w dużej mierze „wymiana ludności” jakiej Turcja dokonała z Grecją po 1923 roku. Do opuszczenia kraju zmuszono ponad milion Greków, sprowadzając do Turcji zarazem około 300 tysięcy muzułmanów. Doszły do tego późniejsze represje wobec ludności greckiej w samym Stambule, które praktycznie całkowicie zniszczyły ich prawosławną wspólnotę.

Drugą największą grupą chrześcijańska Turcji byli Ormianie. Tysiące z nich deportowano w 1915 roku; zostali zamordowani albo zmarli z powodu głodu i chorób. Wielu mówi w tym kontekście o ludobójstwie, na co nie godzi się turecki rząd. Tak czy inaczej z dwumilionowej populacji Ormian do dziś pozostało w Turcji tylko 50 tysięcy osób.

I choć obecny premier Turcji Recep Tajjip Erdogan podjął kilka kroków, by ułatwić prawną sytuację chrześcijan w swoim kraju, to społeczne nastroje są dość radykalne. Agresywny wobec innych religii islam umacnia się, co poskutkowało przed kilku laty morderstwami na chrześcijańskich misjonarzach i kapłanów. Chrześcijanie mówią dziś wprost: by być Turkiem, trzeba być muzułmaninem.

Pac/bbc