Na Słowacji, w Piestanach, w maju 2010 roku zorganizowany został jak zwykle pokaz lotniczy. Jedną z ewolucji wykonywanych na nim, był manewr touch-and-go. Polega on na dotknięciu kołami do płyty lotniska i poderwaniu maszyny do góry. Wykonali go Słowacy prezydenckim Tupolewem 154 M - takim samym jak ten, który rozbił się w Smoleńsku. Obalili w ten sposób opinie rosyjskich ekspertów, którzy powtarzali, że Tupolew 154 M takiego manewru nie umie wykonać. W ten sposób próbowano tłumaczyć, dlaczego rządowa maszyna, która uległa katastrofie w Rosji, nie zdążyła nabrać wysokości, gdy piloci zdecydowali się na odejście na drugi krąg.

[video:http://www.youtube.com/watch?v=8w7pbHrLP60'/>

Inny ciekawy film również pokazuje, że rosyjskie opinie o Tupolewie były nierzetelne. Na filmie zrobionym w Dęblinie w październiku 2010 roku widać, jak rządowy Tupolew nr boczny 102 schodzi do lądowania. Gdy jest kilkanaście metrów nad ziemią, pilot podrywa maszynę i odlatuje. Film kręcony na lotnisku również pokazuje, że poderwanie takiej maszyny jak Tu 154M z bardzo małej wysokości jest możliwe. Manewr ten wykonywano w trakcie oblotu rządowego Tupolewa, który wrócił z remontu w rosyjskich zakładach w Samarze.

[video:http://www.youtube.com/watch?v=HUCAp-0er_Y'/>

Czy filmy te mają jakąś wartość dla sprawy katastrofy smoleńskiej? Mają. Obalają bowiem tezy, że piloci, decydując zbyt późno na odejście na drugi krąg, nie byli w stanie już podnieść maszyny i odlecieć znad smoleńskiego lasu. Słowaccy piloci byli w stanie, więc i Polacy mogli dać sobie z tym radę. Chyba że coś im to uniemożliwiło. Należy więc sprawdzić, czy polski Tupolew został strącony, albo czy miał zablokowaną sterowność. I tym razem należy to sprawdzić na serio.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »