Gargas zaprzecza, żeby ktoś wcześniej z Polski rozmawiał ze świadkami, o których wspomina w związku z katastrofą rządowego tupolewa. - Nie. Nikt ich o nich nie pytał - mówi. Pytana m.in. o wypowiedź w filmie płk. Zbigniewa Rzepy, który przyznał, że nawet oględziny miejsca tragedii powierzono Rosjanom, twierdzi, że "wszystko oddano Rosjanom". - Prokuratura w sprawie katastrofy zachowywała się, jakby cierpiała na totalny paraliż. Przykłady można mnożyć, a jeden film z pewnością nie wyczerpał tematu - tłumaczy dziennikarka.

 

- Do głowy by mi nie przyszło, że prezydent może zginąć w rządowym samolocie z winy funkcjonariuszy państwa zaniedbujących - wiele wskazuje na to, że celowo - swoje obowiązki - mówi Gargas. Przyznaje, że pamięta, że jako dziennikarka towarzyszyła kiedyś Lechowi Kaczyńskiemu w czasie jego wizyt w Mongolii, Japonii i Korei. - Były krótkie, ale w ich trakcie przydarzyły się trzy usterki tupolewa - wspomina.

 

Na pytanie, jak wygląda dziś miejsce tragedii? Gargas odpowiada: "Rosjanie nadal robią, co mogą, by zatrzeć wszelkie ślady tragedii. Miejsce, gdzie samolot runął, zabudowuje się, niweluje. Wszystko bez sprzeciwu strony polskiej. By już nikt nie doszedł prawdy".

 

AM/W Sieci/Wp.pl