Ta niewielka książeczka wciąga. Wiem to, bo sam pochłonąłem ją, gdy wracałem (o 6 rano, co uświadamia, że książka rzeczywiście nie pozwala się od siebie oderwać) z Krakowa do Warszawy. Ojciec Leroy opowiada w niej burzliwe losy relikwi, która stała się tunika Jezusa, o którą żołnierze rzucili losy, a którą mogli – taki był zresztą zwyczaj – odkupić od nich Jego bliscy. Historia ta pozostaje w znaczącym stopniu ukryta, jednak kapłan rekonstruuje je na podstawie wszystkich dostępnych źródeł. Kiedy zaś przybywa już ona do Francji z pasją opisuje dalsze jej dzieje, a także szczegółowe badania, które mają potwierdzić jej autentyczność.
I w znaczącym stopniu tak się dzieje. Plamy krwi, które znajdują się na szacie mają grupę AB (tak jak te na Całunie Turyńskim), jeśli nałożyć na siebie komputerowo owe plamy na Całunie i tunice, to będą się ona ze sobą w znaczącym stopniu pokrywać, a i pyłki roślinne znajdujące się na szacie pochodzą z Bliskiego Wschodu. Wszystko to wyklucza możliwość podróbek. Ale są i problemy, czyli datowanie metodą węgla radioaktywnego, które wykazało, że szata pochodzi z czasów późniejszych niż życie Chrystusa. Ale i z tym o. Leroy sobie radzi przypominając, jak zawodna jest to metoda w przypadku niektórych materiałów.
Ale ta książka to nie tylko przygoda historyczna, która potwierdza naszą wiare, ale także mocne wprowadzenie do Męki Pańskiej. Wraz z autorem przechodzimy bowiem jej poszczególne etapy i przypominamy sobie nie tylko wielkość cierpienia Zbawiciela, ale także jej sens. I już choćby dlatego warto tę książkę przeczytać jeszcze przed Triduum Paschalnym. Do czego szczerze zachęcam.
Tomasz P. Terlikowski
