Zobacz "stalinowskie metody przesłuchań" stosowane w Polsce m.in. przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w latach 1944-56. Czy sędzie Igor Tuleya przesadził porównując metody przesłuchań stosowane przez CBA do "stalinowskich"? - czytamy na portalu Wp.pl.

 

Tak zaczyna się opis wymyślnych trotur, stosowanych przez bezpiekę w mrocznych czasach komunizmu. Towarzyszy mu historia ofiar krwawego terroru. Wirtualna Polska podaje przykład rotmistrza Witolda Pileckiego czy  Danuty Siedzikówny, ps. "Inka"

 

Wspomnieniu bohaterów towarzyszy wypomnienie win katów. Choćby "Krwawej Luny": "Julia Brystigierowa słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym więźniom, była zdaje się zboczona na punkcie seksualnym i tu miała pole do popisu - pisała o niej Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa, która w okresie stalinowskim była więźniem politycznym" - czytamy na popularnym portalu. "Według zeznań świadków, wyjątkowo brutalny w stosowaniu drastycznych metod był m.in. skazany w 1994 roku na 9 lat więzienia Adam Humer (dwa lata później karę zmniejszono do 7,5 roku). Jak twierdzą dawni więźniowie, podczas przesłuchań bił kobiety po piersiach i kroczu drutem kolczastym i biczem zakończonym metalową kulką" - informuje Wp.pl.

 

Podobnych makabrycznych i niestety prawdziwych przykładów jest mnóstwo. Uwadze redaktorów nie umknęło również: wyrywanie paznokci, miażdżenie palców, katowanie kobiet w ciąży czy niesamowity terror psychiczny w postaci zamykania dzieci przy zwłokach bliskich. 

 

Można narzekać, że taka pop-publicystyka historyczna zbyt powierzchownie podchodzi do tematu. Tyle, że gdyby nie ubogi artykulik na tabloidyzującym portalu, wielu szarych Kowalskich nie miałoby nadal pojęcia o tym, czym był stalinizm. I to nie tylko dlatego, że komunistyczna propaganda omijała podobne tematy. W III RP również nie omawiają jej nauczyciele historii. W końcu rolnictwo i narzędzia pracy w starożytnej Mezopotamii są ważniejsze...

 

Przeczytaj artykuł "Stalinowskie metody przesłuchań"

 

Aleksander Majewski