„Dominice Wielowieyskiej wszystko jedno, gdzie znajduje się wrak tupolewa - w Rosji czy w Polsce. Tak powiedziała w TOK FM. A mnie nie jest wszystko jedno. Najbardziej bym chciał, żeby go czym prędzej przetopić na żyletki, puszki, czy co tam się robi z samolotowego złomu” - podkreśla Maziarski.
„Ponoć nasza prokuratura bez rozbitego samolotu nie może dokończyć śledztwa. Nie mam pojęcia dlaczego. Przecież zmierzyła już wszystko, co było do zmierzenia. Obwąchała wszystko, co było do obwąchania. Zeskrobała z kadłuba, foteli i pasów wszystko, co dało się zeskrobać, a nawet więcej. To po co teraz jeszcze przywozić wrak? Żeby go dalej skrobać w Warszawie? Żeby znaleźć jeszcze więcej trotylu, nitrogliceryny, helu, cyjanku i sztucznej mgły? W takim razie bardzo proszę go nie przywozić. I przestać skrobać Nie wiem, w jakim celu prokuratura wykonuje te wszystkie dziwne czynności. Przecież przebieg i przyczyny katastrofy zostały już dość precyzyjnie ustalone przez komisję Millera. Zadaniem prokuratury nie jest kwestionowanie tych wyników, lecz ustalenie zakresu winy i odpowiedzialności poszczególnych osób. Permanentne badanie wraku nie jest do tego potrzebne” - dodaje.
A nam trudno nie zadać pytania, czy przypadkiem rolą prokuratury nie jest uczciwe badanie sprawy, a nie potwierdzanie rządowej propagandy? I drugie, czy raport Millera został już uznany przez mainstream za objawiony?
TPT/Wyborcza.pl
