W poniedziałek, ustawa została podpisana przez gubernatora Vermontu, Petera Shumlina, który, uroczyście składając podpis ogłosił, że "mieszkańcy Vermontu będą mogli od teraz mieć kontrolę nad swoim losem".
Wg nowych przepisów życia będzie można na własne życzenie pozbawić osoby, którym na skutek nieuleczalnej choroby, wg szacunków lekarzy, nie pozostało więcej jak 6 miesięcy życia. W celu uzyskania zgody na zabieg, konieczne będzie uzyskanie dwóch opinii lekarskich, a wstrzyknięcie śmiertelnej substancji nie będzie mogło nastąpić szybciej niż na 17 dni przed jej przepisaniem.
Vermont zdaje się być "przodownikiem" we wprowadzaniu postępowego liberalnego ustawodawstwa. Jest jedynym stanem, w którym w celu przeforsowania postulatów legalizacji "śmierci na życzenie", nie trzeba było uciekać się do referendum. Należy mu się także niechlubna palma pierwszeństwa w kwestii legalizacji małżeństw osób tej samej płci.
MCC/gosc.pl
