Uczestnicy Mszy przed wejściem do świątyni otrzymali skserowane rubryki liturgiczne starego obrządku. W kościele św. Klemensa w Warszawie zabrakło miejsc siedzących. Dookoła dostrzegłem znajome twarze. Głównie młodzi tradycjonaliści, Wszechpolacy, konserwatywni dziennikarze, politycy z prawej strony barykady. Pod bocznymi ołtarzami młodzi narodowcy wystawili poczty z zielonymi chorągwiami z szczerbcem, symbolem ruchu narodowego. Ceremonię rozpoczął o. Krzysztof Stępowski CSsR, znany głównie stołecznym "tradsi" z tzw. Mszy indultowej z kościoła pw. św. Benona. Sama Msza wypełniona była chorałem gregoriańskim, kadzidłem, ciszą, skupieniem, łaciną i przede wszystkim Ofiarą Chrystusa. To zresztą identyczna Msza, ten sam ryt według, którego sprawowany był pogrzeb Romana Dmowskiego w 1939 r.
Wielu z uczestników Mszy Wszechczasów nie widziałem całe lata. Dostrzegłem Rafała Mossakowskiego, znanego narodowcom w latach 90. jako szefa wydawnictwa Fulmen i człowieka, który do Polski importował (nie sam oczywiście) Bractwo Św. Piusa X. Pod ścianą przycupnął Artur Zawisza, który dzisiaj rozpoznawalny jest głównie dzięki aktywności wśród kombatantów Narodowych Sił Zbrojnych, duchowych spadkobierców Romana Dmowskiego. Poznałem w tłumie znajomych dziennikarzy z "Naszej Polski". Z tyłu zauważyłem pióra "Gazety Polskiej". Spotkałem Jurka Wasiukiewicza z "Super Expressu", Marka Misko z Radia dla Ciebie, czy Tomasza Terlikowskiego z dziećmi, naczelnego "Frondy". Widziałem tez wielu liderów Młodzieży Wszechpolskiej z lat 90., którym widać bliżej jest dzisiaj do aktywności obecnej MW niż umizgów czynionych w stronę PO przez jej niegdysiejszego szefa, Romana Giertycha. A co najważniejsze kościół wypełniło mnóstwo młodych w wieku około 18-25 lat, którzy nie noszą juz glanów i fleków, a solidaryzują się z myślą narodowej demokracji i nie boją się chorych zarzutów o antysemityzm i szowinistyczny nacjonalizm, jakie z uporem maniaka imputuje im "Gazeta Wyborcza" wraz z całym salonem medialnym.

Młodzież Wszechpolska i jej obecni liderzy (Robert Winnicki czy Witold Tumanowicz) pokazali raz jeszcze, że potrafią przyciągnąć ludzi. Tym razem nie do wzięcia udziału w marszu czy happeningu, ale we wspólnej modlitwie w rycie, który wychował setki świętych Kościoła katolickiego, w liturgii sprawowanej w niemal niezmienionej formie od setek lat.
Mam nadzieję, że Msza święta w tradycyjnym rycie sprawowana w intencji Romana Dmowskiego wejdzie na stałe w kalendarz wydarzeń duchowych stolicy.
Robert Wit Wyrostkiewicz
