Kandydat na prezydenta USA Donald Trump powiedział w poniedziałek, że w jego ocenie Stany Zjednoczone zbyt silnie angażują się w NATO. Powiedział też, że konieczne jest poprawienie relacji Waszyngtonu z Izraelem oraz "rozmontowanie" umowy nuklearnej z Teheranem.

W poniedziałek Trump po raz pierwszy w tej kampanii wyborczej wygłosił przemówienie na temat polityki zagranicznej. Ujawniło to, co wielu komentatorów sugerowało już od dawna: z polskiej perspektywy Trump nie jawi się jako dobry kandydat na prezydenta USA.

Trump powiedział, że "NATO kosztuje fortunę" i chociaż Amerka słusznie czyni, chroniąc Europę za pomocą NATO, to "wydaje za dużo pieniędzy". Trump zaznaczył też, że Ukraina "obchodzi [USA] znacznie mniej, niż kraje NATO", a tymczasem to Waszyngton musi "brać wszystko na siebie". Trump zasugerował, że Ukrainą powinny zająć się Niemcy oraz inne kraje, które leżą w jej pobliżu.

"Dlaczego to my mamy być tym krajem, który idzie w stronę ewentualnej trzeciej wojny światowej z Rosją?" - pytał Trump.

Poza tym kandydat na prezydenta USA wyjątkowo chwalił Izrael, mówiąc nawet, że go kocha. Przekonywał też, że natychmiastowo poprawi relacje Waszyngtonu i Tel-Awiwu, uderzając przede wszystkim w porozumienie nuklearne z Iranem.

Trump przemawiał podczas konferencji American Israel Public Affairs Comittee. Chcąc zostać dobrze odebrany, musiał mówić o Izraelu to, co mówił, trudno więc ocenić szczerość tych wypowiedzi. O wiele gorzej, gdy idzie o NATO - słowa Trumpa dobrze korespondują z głoszonym przezeń neoizolacjonizmem USA czy podkreślaniem chęci powrotu do swoistego koncertu mocarstw.

wbw