Na wiecu w szkole w miejscowości Ashburn w stanie Wirginia Trump przemawiał do wyborców, krytykując Chiny za sztuczne zaniżanie kursu swej waluty i inne wykroczenia przeciw zasadom wolnego handlu. 

 

W pewnym momencie na sali rozległ się płacz niemowlęcia, trzymanego na rękach przez jedną ze słuchaczek. 

- Kocham małe dzieci. Słyszę, że dziecko płacze, to mi się podoba - powiedział Trump i kontynuował wywód na temat Chin. 

Kiedy płacz nie ustawał, znowu przerwał, mówiąc: Co za dziecko... Co za piękne dziecko. Niech pani się nie martwi... To piękny i zdrowy bobas... tego właśnie chcemy.... 

Po chwili jednak, kiedy dziecko nie przestawało płakać, okazał zniecierpliwienie. 

- Ja żartowałem. Może pani zabrać stąd to dziecko... Myślę, że ona rzeczywiście mi uwierzyła, gdy powiedziałem, że kocham jak dziecko płacze, kiedy przemawiam. W porządku. Ludzie czasem nie rozumieją, ale to jest OK - powiedział. 

Ostatecznie ochrona rzeczywiście miała wyprowadzić kobietę z dzieckiem. 

bbb/pap, fronda.pl