- Ten facet jest ideologiem skrajnej prawicy – mówi „Southern Poverty Law Center” Jan Tomasz Gross. - Nie mam wątpliwości, że jest antysemitą – dodaje autor „Sąsiadów”. Jednocześnie nie podaje żadnych dowodów na poparcie swojej tezy. Podobnie jak Piotr Wróbel z Uniwersytetu w Toronto, który mimo to wie swoje. - Chodakiewicz spędził prawie 30 lat w USA – nigdy nie wypowiedziałby słów na podstawie których można by jasno określić go jako antysemitę. Jednak nie mam wątpliwości, że nie lubi Żydów.

Dlaczego obracająca setkami milionów dolarów organizacja zajmuje się polskim historykiem? Chodakiewicz od 2005 roku zasiada w radzie Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Został do niej powołany przez prezydenta George'a W. Busha. W pzyszłym roku upływa jego kadencja i wtedy prezydent Obama podejmie decyzję, czy jej nie przedłużyć. Grossowi Chodakiewicz zalazł za skórę po wydaniu książki „Strach. Antysemityzm tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści”, którą obywatel USA nazwał „propagandą”. Sam napisał pozycję „Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947” - obie książki ukazały się w Polsce w odstępie jednego dnia, 10 i 11 stycznia 2008.

Zdaniem autora tekstu na stronie SPLCenter.org, Larry'ego Kellera, Chodakiewicz usprawiedliwia ogrom antysemityzmu i liczne zbrodnie na Żydach w powojennej Polsce "rzekomymi", w jego mniemaniu, zbrodniami żydowskich komunistów, a także innymi przesłankami, niż nienawiść narodowa czy religijna. To nie jedyna „wina” historyka. Autor tekstu zarzuca mu także współpracę z tygodnikiem „Najwyższy Czas!”, który określa m.in. jako – o zgrozo - „występujący za życiem” i „przeciwny małżeństwom homoseksualnym” (o „antysemityzmie” nie wspominając). Na łamach tego pisma Chodakiewicz nazwał obecnego prezydenta USA „lewakiem” i „pupilem komunistów”. Na domiar złego historyk otrzymał Nagrodę im. Józefa Mackiewicza – czyli antykomunisty, który wedle aktywistów SPLC wsławił się głównie tym, że był podejrzany o współpracę z nazistami.

Dotychczas w USA nie wysuwano pod adresem Chodakiewicza zarzutów o antysemitym. Jego współpraca z amerykańskimi naukowcami żydowskiego pochodzenia też układała się dobrze. Zresztą, nie mógłby liczyć na nominację do rady Holocaust Memorial z rąk prezydenta George'a W. Busha, gdyby rzeczywiście był antysemitą. Jego prace były publikowane w USA i były cenione. W mediach amerykańskich historyk pełni nawet rolę autorytetu od historii Polski, m.in. wystąpił w filmie telewizji CNN o Powstaniu Warszawskim. Chodakiewicz jest też znany z tego, że jest jednym z najbardziej przenikliwych krytyków Davida Irvinga, głośnego brytyjskiego historyka, który zdaniem zdecydowanej większości ekspertów od historii II wojny światowej w swoich pracach relatywizuje zbrodnie III Rzeszy i wybiela jej wodzów.

Z tekstu wynika jednak, że nominacja Chodakiewicza do rady Muzeum była dla polskiego środowiska naukowego nie lada negatywnym zaskoczeniem. - Nie mogłem tego zrozumieć. Nadal nie mogę tego zrozumieć – powiedział „zszokowany” Wróbel.

Pojawia się pytanie – czy Amerykanie nie byli w stanie znaleźć, dla zachowania równowagi, także bardziej przychylnych Polakowi naukowców? Jeśli doczytamy tekst do końca, dojdziemy do wniosku, że nie byli w stanie. W wyszukiwaniu materiałów pomagał bowiem zawodowo zajmujący się tropieniem rzeczywistych i domniemanych antysemitów i nacjonalistów, Rafał Pankowski z organizacji „Nigdy Więcej”.

 

sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »