Angela Merkel może utracić władzę. Po niemal miesięcu skrajnie karkołomnych ,,wygibasów'' nad przyszłą koalicją rządową wszystko się zawaliło i żadnej koalicji nie będzie. Nikt nie ma pojęcia, co teraz, a Merkel najmniejsze.
Wczoraj w nocy szef niewielkiej, ale koniecznej do stworzenia koalicji rządowej, liberalnej gospodarczo FDP, ogłosił zerwanie rozmów koalicyjnych. Powód? Niemożność wypracowania jakiegokolwiek rozsądnego planu dla Niemiec. Problemem byli Zieloni - chcieli hamować niemiecką gospodarkę, obciążać podatników nowymi ciężarami, przyjmować masowo islamskich migrantów... dla FDP oznaczałoby to całkowitą zdradę jej wyborców. Partia powiedziała więc ,,dość''.
Główna oś sporu to właśnie imigranci. Zieloni chcieli ich przyjąć znowu setki tysięcy, FDP, świadoma klęski utopijności dotychczasowej polityki w tym zakresie, była przeciwna. Merkel znowu pogrążyli więc uchodźcy...
I teraz Niemcy mają gigantyczny problem. Merkel wybory wygrała, ale... nie ma z kim rządzić. Z FDP i Zielonymi się nie da, a z jedną z tych partii byłby to rząd mniejszościowy. Martin Schulz pomóc Merkel nie chce. Z AfD nie da rady, bo to partia ,,prawicowych ekstremistów''. Wreszcie - postkomuna, ale i to nie wchodzi w grę.
Nowe wybory? Na to wygląda, chyba, że Martin Schulz nagle zmieni zdanie. Ale nowe wybory mogą niczego nie zmienić. Wygląda więc na to, że w Niemczech szykuje się bardzo długi kryzys, wskutek którego Merkel może nawet utracić władzę. Jak to się skończy? Może zmianą politycznego systemu? Za Odrą idą ciekawe czasy.
mod
