Przypadek włoski nie jest bynajmniej odosobniony, w Eurolandzie coraz częściej nakłada się ograniczenia kompletnie absurdalnie nie zważając ani na szacunek dla podstawowych praw obywatelskich ani kompromitujące doświadczenia z zakrzywieniem bananów czy rozmiarem prezerwatyw. Pomijając fakt, że część owej radosnej twórczości prawnej ma związek z interesami koncernów chcących zmonopolizować rynek określonych produktów, znaczna część absurdalnych przepisów służy zwyczajnie kontroli obywateli i realizacji chorych wizji urzędniczych.

 

Obowiązującym modelem reżimu politycznego w krajach „postępowych” i „nowoczesnych” jest demokracja liberalna, w zasadzie quasi- liberalna, która teoretycznie oparta jest na bezwzględnym poszanowaniu godności człowieka, ochronie wolności i własności. W demokracji takiej obywatel jest podmiotem, osobą w pełni odpowiedzialną za siebie i podejmowane przez siebie decyzje. Państwo jest zobowiązane do ochrony tych wartości i zapewnienia bezpieczeństwa. Tymczasem działania eurourzędników, a także naszych rodzimych urzędasów, świadczą o tym, że coraz częściej traktują oni ludzi jak opóźnione w rozwoju dzieci nie będące w stanie podjąć rozsądnej decyzji dotyczącej swojego życia, własności, zdrowia i innych dóbr. Zadziwiające jest to, że zezwala się na bezgraniczną wolność w realizacji niskich instynktów, zboczonych seksualnych zachcianek krzywdzących drugiego człowieka a nieraz i całe społeczeństwo, pozwala się w imię wygody na mordowanie nienarodzonych dzieci, chorych i staruszków a pozbawia się ludzi prawa do decydowania o takich sprawach jak ubezpieczenia zdrowotne czy emerytalne, szczepienia przeciwko rzadkim w sumie przypadłościom (o groźnych powszechnych chorobach nie ma co dyskutować to sprawa bezpieczeństwa publicznego), nie można samodzielnie decydować kto i kiedy zrobi nam masaż, od kogo jaki chleb kupimy i czy chcemy się napić kulturalnie piwa podczas spaceru bez wchodzenia do drogiego pubu. Nie wspomnę nawet o prawie rodziców do decydowania o wychowaniu i edukacji własnych dzieci bo w tej dziadzinie  w większości państw europejskich panuje totalitaryzm utrwalany państwowym terrorem. Pozbawia się człowieka nie tylko prawa wyboru ale i w ogóle prawa podejmowania decyzji narzucając kolejne zobowiązania, i w dodatku, co oczywiste, obciążając go kosztami tych działań. Jak inaczej zakwalifikować takie działania jak nie jako pełzający totalitaryzm?

 

Można się obawiać, że w imię ”bezpieczeństwa” i „dobra człowieka” wkrótce może dojść do szczegółowych regulacji takich kwestii jak na przykład przygotowywanie posiłku w domu- tu ustaje przed oczami wizja konieczności posiadania certyfikatu Sanepidu czy innego urzędu, który systematycznie będzie sprawdzał czystość blatów w naszych kuchniach i wartość odżywczą produktów spoczywających w naszych lodówkach. Wedle logiki tego rodzaju myślenia trzeba by też wymagać certyfikatów uprawniających do gotowania w domu, ze specjalnymi pozwoleniami w przypadku posiłków dla dzieci do lat sześciu, pozwolenia na pracę na wysokości w celu umycia okien we własnym mieszkaniu i zaświadczenia lekarskiego o braku przeciwwskazań do kontaktu z detergentami w momencie gdy ktoś zapragnie zrobić w domu pranie, zwłaszcza, o zgrozo, z wybielaniem i krochmaleniem. Przy tych przerażających wizjach opowiastki typu „Roku 84” czy innych antyutopii jawią się jako bajki, które nie są wstanie przestraszyć nawet najwrażliwszych dzieci. Problem w tym, że tego rodzaju pomysły, na razie pojedynczo, JUŻ SĄ WPROWADZANE W ŻYCIE, czego dowodem jest chociażby przytoczony na początku przykład plażowego masażu. Aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy jakiś na przykład komisarz europejski wpadnie na pomysł jakże wygodnych i praktycznych rozwiązań systemowych…

 

W XVIII wieku cesarzem Rzeszy i arcyksięciem Austrii był niejaki Józef II, syn Marii Teresy, znanej w  Polsce z udziału w pierwszym rozbiorze Polski. Był on człowiekiem głęboko osadzonym w Oświeceniu, gorącym zwolennikiem absolutyzmu oświeconego, „pierwszym sługą państwa”, w zasadzie „pierwszym męczennikiem państwa” od rana do nocy przy biurku planującym poddanym jak najlepsze życie. Historycy obliczają, że w ciągu  życia wydał ponad 20 tysięcy różnego rodzaju aktów prawnych (nb. UE potrafi tyle wyprodukować w ciągu kilku miesięcy). Szczegółowo regulował takie sprawy, jak treść kazań czy karmienie niemowląt piersią przez matki. Po jego śmierci znaczną część przepisów wycofano jako niepotrzebne i nieżyciowe. Pomijam już fakt, że z części sam się wycofał widząc bezsens tego rodzaju działań. Wydawałoby się więc, że czasy wiary w to, że dekretem, przepisem prawnym da się rozwiązać wszystkie problemy i uszczęśliwić ludzi minęły wraz z teoria państwa oświeconego absolutyzmu. Niestety praktyka ta jest nadal stosowana na szeroką skalę, w dodatku, moim zdaniem, że znacznie mniej szlachetnych pobudek, niż te, którymi kierował się Józef II- on kontrolował z troski o autentyczne dobro człowieka i w poczuciu osobistej odpowiedzialności za poddanych, którą zawsze podkreślał i w którą głęboko wierzył. Obecni eurourzędnicy myślą zwyczajnie w sposób totalitarny- realizują ideologiczną wizję świata doskonałego, oczywiście doskonałego wedle ich wyobrażeń. Tego rodzaju myślenie zawsze prowadzi do zniewolenia człowieka- niezależnie od tego czy autorzy i realizatorzy tego rodzaju idei chadzają w chińskich mundurkach, czarnych czy czerwonych koszulach czy też garniturach od Armaniego.

 

Monika Nowak