Dziś okazało się, że prezydent Vaclav Klaus nie jest jedynym Czechem sceptycznym wobec traktatu lizbońskiego. - Jest on nieco gorszy niż traktat nicejski i lepszy niż kolejny traktat – stwierdził premier Czech Mirek Topolanek w przemówieniu przed Parlamentem Europejskim.
- Wyobrażenie, że poszczególne kraje muszą ratyfikować ten dokument i nie mają prawa zdecydować na szczeblu ogólnonarodowym, czy go zatwierdzają, czy nie, wydaje mi się czymś absurdalnym – stwierdził polityk w odniesieniu do nacisków na Irlandię, która odrzuciła traktat w referendum.
Jednocześnie sam wyraził swoje poparcie dla traktatu. - Dla mnie traktat lizboński jest kompromisem, być może skomplikowanym, jednak będę wspierał jego ratyfikację – dodał Topolanek.
Największe kontrowersje wywołał jednak broniąc prezydenta Czech, Vaclava Klausa i jego prawa do własnego zdania na temat integracji europejskiej. - Europejczycy znają Klausa, jest ikoną transformacji gospodarczej w Czechach w latach 80-tych i 90-tych – stwierdził czeski premier. - Zawdzięczamy mu też wypędzenie rosyjskich żołnierzy w 1991 roku, aksamitną rewolucję, wstąpienie do NATO i UE – dodał Topolanek. - Ma jedyną w swoim rodzaju umiejętność wprowadzania nowych wątków do dyskusji i przez to jej zakłócanie. Jednak swoboda dyskusji i opinii są podstawowymi wartościami i nie wolno nam ich ograniczać – podsumował premier.
sks, Rz, die Presse
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

