Fronda.pl: Korporacje akademickie to hasło owiane pewną tajemnicą. Dlaczego?
Korporacje to stowarzyszenia ideowo-wychowawcze, a więc specyficzne i mocno uprofilowane. Tajemniczość wynika z tego, że korporantem stajemy się na zaproszenie, o ile korporacja zechce przyjąć, czyli nie mamy rekrutacji zwyczajnej, jak w stowarzyszeniach, gdzie składamy deklaracje, płacimy składki i już stajemy się, po 3-miesięcznym czy 5-miesięcznym okresie stażu, członkami. Tutaj mamy wielostopniowość, również przy przyjmowaniu i z tego względu korporacje są odmienne od innych stowarzyszeń. Druga sprawa, że korporacje zazwyczaj skupiają się na pracy wewnętrznej, jest to praca formacyjna i z tego względu nie widać działalności na zewnątrz. Natomiast korporacje działają bardzo prężnie wewnętrznie, stawiając sobie za cel wychowanie dobrych obywateli, dobrych Polaków przygotowanych do życia społecznego, rodzinnego, ale też uczestnictwa w życiu politycznym kraju.
Powiedział Pan, że korporacje skupiają się głównie na działalności wewnętrznej, wychowawczej. Jaki etos starają się wpoić młodym ludziom?
Korporacje, przede wszystkim, sięgają swoimi korzeniami XIX w, więc jest to szeroko pojęty patriotyzm. Dlaczego szeroko? Ponieważ niektóre korporacje odwołują się też do tradycji- powiedzmy- konserwatywnej, nawet do Polski i Litwy, czyli do Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale przede wszystkim świadomych obywateli. Świadomych nie tylko swoich praw, ale i obowiązków względem Ojczyzny. To jest jeden element. Drugi element to patriotyzm. Trzeci to honor, czyli postępowanie honorowe, również takie rzeczy, które dziś mogą się wydawać staroświeckie czyli odpowiedzialność za swoje słowa i branie tej odpowiedzialności. Nie walka honorowa na rapiery, ale na pewno cały kodeks honorowy, który prowadzi do rozstrzygnięć. Czasami trzeba przeprosić za zbyt dużo wypowiedzianych słów, czy też takich, które nie są właściwe. Kolejny element pracy wychowawczej, to również praca intelektualna, naukowa, a więc rozwój naukowy, a kiedyś (dziś trochę mniej ze względu na specyfikę czasu) i wychowanie fizyczne, czyli zwracanie uwagi na tężyznę fizyczną. Przede wszystkim, sporty związane z bronią białą oraz ze strzelectwem, ale nie tylko. Kiedyś również kajakarstwo i żeglarstwo. Dziś są to organizacje zazwyczaj małe, a zatem potencjał jest ograniczony i możliwości wynajęcia, np. jachtu do żeglowania są mniejsze, bo brakuje na to środków finansowych. Ale tężyzna, nawet jeśli korporacja nie prowadzi w tym kierunku szkoleń, tak czy inaczej, jest istotna.
Wspomniał Pan o patriotyzmie i wartościach, jakie są przekazywane. Ale z działalnością korporacji związane są barwne anegdoty. Kiedyś pewien korporant żartował w rozmowie ze mną, że działalność korporacji to ,,głównie picie alkoholu i rozmowy o kobietach”. Czy jest w tym jakieś ziarno prawdy?

Ziarno prawdy na pewno, tzn. każde nowe pokolenie, czyli cetus przychodzący do korporacji słucha starszych panów, którzy snują opowieści. Po latach wspomina się młodość zazwyczaj w sposób wyidealizowany. Np. nie miało się zadyszki wbiegając na czwarte piętro, a później już nie można wejść na drugie, więc zaczyna się trochę ubarwiać historię. Alkohol? Towarzyszy, bo jest częścią przyjaźni, ale nie dominującą. Zależy to też oczywiście od predyspozycji i chęci poszczególnych osób będących w korporacji, ale korporacja nie kultywuje alkoholizmu i to trzeba jednoznacznie stwierdzić. Natomiast picie piwa jest częścią, no i z tym wiążą się różnego typu obyczaje, dosyć rozbudowane, które są trochę śmieszne. Niektórzy uważają, że uwłaczające, ponieważ fuks musi doglądać, żeby dzban piwa był pełen czy przypalić papierosa, gdy jest przerwa. Musi w zasadzie troszkę usługiwać, no i są z tym związane pewne żarciki. Kobiety? Przyjęło się, że w korporacji o kobietach i o religii się nie dyskutuje, ponieważ są to te dwie kwestie drażliwe. O gustach się nie dyskutuje, jedne kobiety się podobają, drugie mniej- to męskie grono. Jeżeli żarty o kobietach, to raczej rubaszne- forma żartu szlacheckiego. Natomiast te sprawy są na otwartych spotkaniach pomijane. Tradycje i wesołość? To przede wszystkim wspominanie tych dobrych czasów, kiedy korporantów było więcej, kiedy zabawa była przedniejsza, kiedy 200 osób szło przez miasto w deklach i z tym wiązały się pojedynki. Tych pojedynków po 1989 r. jest znacznie mniej. Ale dowcip pozostał specyficzny. Jak wiadomo, po piwie tworzy się specyficzny dowcip… [śmiech'/>
Dlaczego nie wspomina się o religii? Przecież korporacje uchodzą za zrzeszenia raczej konserwatywne…
Występują dwa nurty ruchu korporacyjnego. Jeden nawiązuje do XIX wieku i w tym wieku wśród korporantów było wielu ewangelików, było wiele osób wyznania judaistycznego, było sporo ateistów. XIX wiek to pozytywizm i nawet ktoś o poglądach w miarę konserwatywnych, często miał stosunek do religii przynajmniej na ,,ostrożnym” poziomie. Wiek XX, a dokładnie dwudziestolecie międzywojenne zmieniło to w myśl zasady „Polak - Katolik”. Korporacje zaczęły mocno podkreślać związek narodu z katolicyzmem i to wiązało się też z przyjmowaniem ideologii Romana Dmowskiego i Wszechpolaków. Dziś jednak korporacje w dużej mierze, choć nie wszystkie, odwołują się do tradycji wcześniejszych, czyli wróciły do tradycji XIX-wiecznych. Czyli raczej patriotyzm, a nie nacjonalizm, raczej stosunek, że religia katolicka jest pierwsza wśród równych. Dlaczego? Bo nawet wśród katolików mamy tradycjonalistów, ale mamy też modernistów. A więc nawet w gronie 5 czy 7 korporantów każdy miałby inne spojrzenie, nawet będąc katolikami, różnie ten katolicyzm odbierają. I to powoduje oczywiście konflikty, bo trudno w sprawach religii dojść do konsensusu. To jest sprawa bardzo istotna dla każdego światopoglądowa. Tutaj nie dojdzie się do jakiegoś wspólnego mianownika, jeżeli ktoś czyta Hansa Künga, a ktoś inny Syllabus. Tutaj nie ma jedności.
Nie bez przyczyny zapytałem wcześniej o kobiety, bo jak wiadomo, chociażby z Pańskiej książki, były również i korporacje żeńskie…

Korporacje żeńskie w XX- leciu międzywojennym były mocno bagatelizowane, przede wszystkim przez środowisko Związku Polskich Korporacji Akademickich, który miał afiliacje nacjonalistyczne. Ale panie zachowały tam wszystkie arkana ruchu korporacyjnego: hierarchiczność, symbolikę, obrzędowość, a więc, z punktu widzenia organizacji, były to korporacje. Natomiast inni korporanci nie uważali tego ruch za zbyt poważny. Wychodzili z założenia, że kobiety nie mogą stanowić ruchu korporacyjnego, ponieważ korporacje odwołują się do rycerstwa, do etosu hierarchiczności, a kobieta raczej jest kojarzona z białogłową, o którą się walczy, a nie tą, która będzie walczyła. Pokazuje to jedną rzecz- sama struktura korporacji była na tyle ciekawa, że również kobiety je tworzyły, taki charakter miała np. korporacja ukraińska żeńska. Miały też różne oblicza ideowe, np. korporacja kobieca Astrea w Krakowie była bardzo nacjonalistyczna, a kobiety chciały sprawdzać pochodzenie każdej z członkiń. Natomiast sanacja tworzyła własne korporacje i młodzież męska sanacyjna uznała, że korporacje żeńskie są pełnoprawne. Byli bardziej liberalni pod tym względem. Jak wiemy, np. w Estonii istnieją korporacje kobiece, choć mają trochę inną symbolikę, niż mężczyźni.
Wspomniałem o Pańskiej książce „Polskie korporacje akademickie w latach 1918-1939”. Jak narodził się pomysł na stworzenie takiego kompendium wiedzy o korporacjach?
W swoich badaniach zajmuję się myślą polityczną XX-lecia międzywojennego. Głównie polskim nacjonalizmem i konserwatyzmem. Coraz częściej konserwatyzmem, mniej nacjonalizmem, chociaż kiedyś tym drugim zajmowałem się więcej. Badałem myśl Wojciecha Wasiutyńskiego, członka korporacji Aquilonia- to właśnie wtedy zetknąłem się z historią ruchu korporacyjnego. Później zetknąłem się z nią, jako członek korporacji Batoria i zacząłem dostrzegać lukę w badaniach nad obyczajowością i ideologią organizacji młodzieżowych w dwudziestoleciu międzywojennych. Nie tylko korporacje są niedoceniane. Dopiero jak zacząłem pisać doktorat o korporacjach, zaczęły powstawać opracowania dotyczące Młodzieży Wszechpolskiej czy organizacjach konserwatywnych. W czasie pracy zacząłem dochodzić do wniosku, że zadanie jest olbrzymie. Praca ma trzy aspekty: obyczajowość – pojedynki, sfery zabawne, działalność (wewnętrzna i zewnętrzna), obrzędowość; struktury- kto i gdzie działał, działacze jakich organizacji działali w korporacjach, czy z MW, czy też z obozu sanacyjnego; ideologia- do jakich koncepcji nawiązywali korporanci, czy byli patriotami, czy już nacjonalistami, w którym momencie korporacje zmieniły profil z patriotycznych na nacjonalistyczne. Warto pamiętać, że w XIX w. przewodnią ideą był patriotyzm, a w XX w. już nacjonalizm. Wszystko to należało uwzględnić, aby wypełnić lukę badawczą, która istniała na polskim rynku.
Przeglądając tytuły rozdziałów Pana książki, można odnieść wrażenie, że praca dotyczy ruchu narodowego…

Badania pokazują dwie rzeczy. Po pierwsze: korporacje za czasów PRL były uważane za organizacje pałkarzy, żydożerców, nacjonalistów, szowinistów. Ten obraz jest przejaskrawiony i przekłamany. Brało się to m.in. za sprawą wspomnień różnych osób, studiujących przed wojną. Dlaczego? Korporanci byli ludźmi widocznymi, poprzez dekle – swoje czapki. Np. kiedy były jakieś zamieszki, burdy antysemickie zapamiętywało się nie szary tłum, tylko czapeczki. Dlatego we wspomnieniach pisało się „korporanci”. Okazało się w badaniach, że korporacje nigdy - jako całe - nie brały udziału w tego typu zamieszkach, tylko pojedynczy członkowie, jako działacze Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Wielkiej Polski czy innych organizacji. Ruch korporacyjny nie był jednorodny. Najstarsze, XIX-wieczne korporacje takie jak Welecja, Arkonia, a przede wszystkim Konwent Polonia - stanowiły duży filisteriat, nie miały charakteru nacjonalistycznego (choć trafiali się w ich szeregach nacjonaliści). Miały natomiast charakter patriotyczno-konserwatywny, można powiedzieć: ziemiański. Natomiast korporacje powstające w dwudziestoleciu międzywojennym, wyraźnie były z jednej strony pod wpływami obozu narodowego (tych korporacji było najwięcej), a z drugiej pod wpływami tzw. prawicy sanacyjnej czyli wyznawców myśli mocarstwowej, neokonserwatystów, np. środowisko „Polityki” Giedroycia czyli osoby nawiązujące do idei Polski jagiellońskiej. Istniały zatem dwa nurty: jagielloński - słabszy, ponieważ było ich mniej i narodowy. Natomiast pozostałe zupełnie pominięto. Zrobiono jedną sztampę: korporant- pałkarz, antysemita, żydożerca i taki obraz przetrwał do dnia dzisiejszego. Jakie były powiązania z nacjonalizmem? Dosyć silne, ponieważ wszystkie organizacje prawicowe miały w sobie coś z nacjonalizmu. Również korporacje mniejszości narodowych – ukraińskie czy żydowskie były nacjonalistyczne. Oczywiście istniały dwa nurty w przypadku polskich korporacji. Był to nurt radykalny, nawiązujący do ONR-u, i nurt nawiązujący do starej endecji – Rybarskiego, wczesnego Dmowskiego. A zatem był to ruch bardzo niejednorodny. Nie bez znaczenia było miasto – np. czy Wilno czy Poznań, a także kwestia - czy korporacje miały silny filisteriat XIX w., czy wśród członków byli Żydzi, czy była to korporacja nowa. Czasami korporacje były tworzone na zamówienie polityczne. Bywało tak, że młodzież narodowa czy sanacyjna tworzyła korporacje, żeby ściągnąć jeszcze więcej członków. Czyli były to organizacje, afiliowane przy dużych zrzeszeniach ideowych i politycznych. Nacjonalizm pojawiał się często, szczególnie w Związku Polskich Korporacji Akademickich. Tam było wpajane, że praca dla Polski, to praca dla narodu, że naród polski powinien być gospodarzem, a więc mamy tu do czynienia z nawiązaniem do nacjonalizmu, ale też pojawiają się odniesienia do katolicyzmu. Wcześniej tych odwołań było stosunkowo mało – miał na to wpływ dominujący pozytywizm.
A czy pojawiały się korporacje o charakterze lewicowym?
Z moich badań wynika, że była tylko jedna korporacja mieszcząca się w nurcie lewicowym, ale była to tzw. korporacja dzika, czyli niezrzeszona w żadnym większym związku. Mam na myśli korporację Astrea, która paradoksalnie działała na KUL-u, czyli uczelni katolickiej i w tamtym czasie prywatnej. Bliska była środowisku BBWR. Astrea była jedyną korporacją akademicką o charakterze lewicowym, która nawiązywała do haseł rewolucji francuskiej: równości wszystkich ludzi, egalitaryzmu, a nie elitaryzmu. Była to jedyna korporacja o takim charakterze- działało w niej 50-70 osób.
Mówiliśmy o historii, a jak wygląda kondycja ruchu korporacyjnego dzisiaj?
Dzisiejszy ruch korporacyjny to środowisko stosunkowo niewielkie. Ilość tych korporacji to kilkadziesiąt. To ruch wewnętrznie pokłócony, ponieważ istnieją organizacje typu korporacyjnego, które nie są uznawane przez część środowiska. Wynika to z faktu, że nie uznają one postępowania honorowego, a to właśnie postępowanie honorowe jest uznawane za immanentną część ruchu korporacyjnego. Są to sprawy dość skomplikowane. Ruch korporacyjny dziś to przede wszystkim korporacje stare, które mają tradycję XIX-wieczną, posiadają większy filisteriat, mają też tradycję dwudziestolecia międzywojennego, przewinęło się przez nie wiele znanych osobistości. Te korporacje radzą sobie dobrze, ale są to nadal organizacje zamknięte. Są to Arkonia, Welecja i Konwent Polonia. Natomiast inne korporacje są stosunkowo duże, ale mają krótsze tradycje, a widać, że tradycja, powiązania rodzinne, mają istotny wpływ na sposób działania. Jakie są perspektywy? Jest to ruch mały, ponieważ świat się „spłaszczył”. Świat już nie jest elitarny, jest egalitarny. Hasła elitaryzmu, które były bardzo atrakcyjne w dwudziestoleciu międzywojennym, dziś już takie nie są. Hierarchiczność, która nawet w lewicowych organizacjach była czymś naturalnym, dziś staje się zjawiskiem, które określa się mianem „sekciarstwa” czy „totalizmu”. Ruch jawi się dzisiaj również archaicznym, poprzez symbolikę, która nie przyciąga młodzieży, która jest skażona popkulturą. Jednak korporacje powinny przetrwać, w ramach frontu patriotycznego, ale nie będzie to ruch masowy. Na współczesną kondycję polskiego ruchu korporacyjnego, miał też wpływ 50-letni okres przerwy czyli zabranie majątku, śmierć filistrów, przez co ruch miał problemy ze wznowieniem działalności.
Czy zatem w czasach PRL-u ruch korporacyjny został całkowicie stłumiony, czy też pozostały pewne pozostałości po okresie dwudziestolecia międzywojennego?

Korporacje borykały się z problemem podwójnym. Część przywódców korporacji stanowiły osoby wywodzące się ze środowiska młodzieżowego, sanacyjnego i endeckiego. Byli to ludzie aktywni, więc z tego względu, wielu z nich włączyło się w czasie wojny w działalność konspiracyjną. Część zginęła, a część trafiła do sowieckich i PRL-owskich kazamatów. Do 1956 r. ten ruch, z dwóch przyczyn – z jednej strony, że prawicowy, nacjonalistyczny albo przynajmniej sanacyjny i imperialistyczny kojarzył się źle. Natomiast z drugiej strony postrzegano korporantów jako „paniczyków”, którzy świetnie bawili się na przedwojennych komerszach, wydawali mnóstwo pieniędzy, podczas, gdy lud wsi i miast ciężko pracował. Dopiero po ’56 r. mamy do czynienia z odwilżą. Rozpoczęły się spotkania korporantów w warunkach domowych. Były to spotkania ckliwe, polegające głównie na wspominaniu czasu młodości. Niemniej ten ruch był inwigilowany. Badacze z IPN-u wskazują, że choć było to nieliczne środowisko, było poddawane takim działaniom. Mimo to korporanci spotykali się, starając się kultywować to, co możliwe, np. poprzez poświęcanie tablic korporantom w kościołach, które były oazą wolności w czasach PRL-u. Ponadto starano się wciągać w działalność korporacji swoje dzieci. Np. korporacja Arkonia przyjęła w 1982 r. większą grupę synów i zięciów korporantów. Reszta to tylko spotkania towarzyskie, komersze, podczas których spotykali się 60-latkowie, wspominający dawne czasy przy piwie i pieśni. PRL to smutne czasy, dopiero l. 90 przyniosły ponową aktywizację ruchu korporacyjnego.
A może obecnie nie ciąży najbardziej piętno komunizmu, ale wpływ popkultury i wzorce, lansowane przez mass-media?
Jest to już zjawisko socjologiczne, ale zajmuję się również badaniem kultury studenckiej, jako pełnomocnik rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Faktycznie, jest coraz mniej młodzieżowych organizacji ideowych czy ideowo-wychowawczych, chociażby takich jak lewicowy ZSP czy centroprawicowy NZS. Obserwujemy wycofanie ludzi ze sfery polityczności, polityczność jest dziś passé. Nic, co wymaga poświęceń, nie jest przyjmowane przez młodych ludzi. Studenci są skoncentrowani na konsumowaniu, co jest myśleniem wynikającym z popkultury. Patriotyzm, wrażliwość lewicowa, nacjonalizm czy konserwatyzm – te wartości są dalekie od współczesnej młodzieży. Wpływ ma również szkoła średnia, która chyba nie buduje żadnych wartości. Chyba żyjemy w okresie jakiejś postpolityki, jak to teraz określają politolodzy. Wśród takiego grona trudno wymagać postaw patriotycznych i budować organizację, która właśnie takiej postawy wymaga. Korporacja daje opiekę, jest dla studenta „matką”, ale również ten student musi dużo włożyć. Jest to organizacja non-profit, więc student musi dołożyć swoich pieniędzy. Sam musi zadbać o to, aby wyposażyć młodszych kolegów w dekiel, bandę (szarfę), cyrkiel (monogram), zapłacić za komersz. Korporacja musi sama opłacić swój lokal itp. W czasach, gdy myśli się tylko o tym, aby dostać środki zewnętrzne, aby szeroko pojęty socjalizm sponsorował życie studenckie, to w tym momencie niewielka grupa chce wykładać pieniądze na organizację, która jest zrzeszeniem wymagającym, który ma silne podstawy ideowe. Czyli ten wpływ popkultury jest bardzo duży i brak zainteresowania sferą polityczności wśród studentów. Cierpią na to chyba wszystkie organizacje młodzieżowe, ale korporacje i tak wychodzą z tego obronną ręką, ponieważ wprowadzają ludzi pojedynczo i dzięki temu mają nad nimi kontrolę i istnieje jeszcze jakaś ideowość. Natomiast inne, duże organizacje całkowicie tracą swoje oblicze ideowe.
Patriotyzm zamiera, ciężko znaleźć nowych adeptów, ale trzeba przyznać, że organizacje młodzieżowe, takie jak Obóz Narodowo-Radykalny czy Młodzież Wszechpolska cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Czy nie jest to jakiś paradoks?
Na pewno nie ma już subkultur. Nie widzimy metali, skinów i punków. Może zostało trochę rastafarian, ale w wydaniu popkulturowym w formie jakiegoś afro-metalu, a nie typowo reggae’owym. Dlatego stworzyła się przestrzeń dla ludzi o większej wrażliwości intelektualnej. Dotyczy to również ruchu nacjonalistycznego, jak i całej Prawicy, która idzie w sferę metapolityki. Są to grupy, w porównaniu do dwudziestolecia międzywojennego zupełnie nieliczne, a pamiętajmy, że było wtedy 50 tys. Studentów, a obecnie mamy 2 mln. Niemniej, faktycznie jest powrót do refleksji szerszej, politycznej, ale to tylko wąskie grono osób. Pewnie i dzisiaj dobrze czuliby się w korporacjach, które są przestrzenią większą. Mamy tu patriotyzm i przyjaźń, ale już nie ma dyskusji czy to będzie Wszechpolak czy KoLibra, bo w korporacji wszyscy mogą się znaleźć. W ONR-ze miejsce znajdzie zwolennik narodowego-radykalizmu, w KZM-ie – zwolennik monarchii, natomiast korporacja pozwala, aby jeden był zwolennikiem monarchii, a drugi jednak narodowym demokratą.
A jak zachęciłby Pan młodych ludzi do zaktywizowania się w ruchu korporacyjnym?
Przede wszystkim jest to organizacja na całe życie. Dominuje w niej przyjaźń. To coś więcej, niż ideologia. Ludzie zmieniają poglądy polityczne, przechodzą z jednej partii do drugiej, jedni stają się bardziej liberalni, inni bardziej socjalni, natomiast przyjaźń może przetrwać te zmiany. Dzięki korporacjom można mieć przyjaciół na całe życie, a co więcej, przebywać z młodymi. Dla mnie korporacja to też pokoleniowa więź z młodszymi, którzy mają inne spojrzenie na Polskę, niż ja w latach 90. Kolejna cecha korporacji – to bycie swojego rodzaju szkołą mówienia, szkołą dobrych manier, szkołą życia dorosłego, czego nam brakuje. Szkoła dzisiaj tego nie uczy, uniwersytet też coraz rzadziej i nie widzę innych organizacji, które mogłyby nieść tyle dobrego, co korporacje. Pozostaje pytanie, do kogo z tym apelem można się zwrócić? Może to dotrzeć tylko do osób, które mają pewną wrażliwość czyli do kręgów bardzo nielicznych.
W czym przejawia się ta przyjaźń?

Wychowanie korporacyjne ma na uwadze zachowanie przyjaźni, więc przyjmowanych jest zawsze w normalnych warunkach do korporacji przyjmowanych jest kilka osób, tzw. fuksów, z podobnych roczników – tzw. cetusu. Mają nad sobą osobę ordermana, czyli wychowawcę. Orderman uczy ich wszystkiego, spotykają się, często na dyskusjach luźnych przy piwie, na nauce piosenki, orderman uczy też wypowiadać się, uczy zwyczajów i obrzędów korporacyjnych. Nauka to pierwszy element. Potem korporanci wchodzą w dorosłe życie korporacyjne. Co pół roku wybierani są nowi prezesi, aby każda osoba mogła pełnić jakieś stanowisko, odpowiednie do jego roli. Jest to koncepcja organiczna życia ludzkiego czyli każdy może pełnić jakieś funkcje społeczne, ale nie każdy nadaje się do wszystkiego. Kolejny etap przyjaźni, to przejście w stan filisterski czyli po skończeniu studiów. Po skończeniu studiów i założeniu rodziny, zakładamy, że korporant radzi sobie w życiu dobrze i jest w sytuacji materialnej, która pozwala mu wspierać młodszych kolegów. Może przyjść na spotkanie, kiedy ma na to ochotę, aby pośpiewać pieśni, powspominać czy opowiadać, ale ma też obowiązek uczenia pewnego doświadczenia życiowego i wsparcia finansowego, na ile jest to możliwe. Zazwyczaj filistrzy spotykają się w gronie cetusowym. Mamy więc podwójną więź: jedną – z korporacją i drugą – ze swoim rocznikiem. Ta więź jest silniejsza, niż w innych organizacjach, ponieważ jest nastawione na przyjaźń. Później koła filistrów, dla tych, którzy są już filistrami, które mają już inne cele – np. krzewienie idei korporacyjnej i wspieranie korporacji. Teraz jest to sprawa mniej spotykana, ponieważ jest coraz mniej korporacji, ale przed wojną była to sprawa naturalna: kasy pożyczkowe, kasy dla wdów po korporantach. Wspieranie siebie przez całe życie było stałym elementem działań korporantów. Również pamięć o korporantach. Wspominamy zmarłych 1 listopada, 11 listopada, również w inne święta. Śluby? Korporanci są obecni. Pogrzeby? Korporacja jest obecna. W naszym życiu wchodzimy również w sferę rodzinną, co jest niespotykane w innych organizacjach. Np. w ONR-ze czy Młodzieży Wszechpolskiej, działania nie przechodzą do sfery rodzinnej. Natomiast korporacje stają się częścią życia rodzinnego.
Brzmi dosyć atrakcyjnie i być może przyciągnie nowych adeptów. Czego życzyłby Pan polskim korporacjom?
Przede wszystkim, żeby miały pełne cetusy, czyli co pewien czas było przyjmowanych, jak najwięcej członków i mimo wyzwań współczesności, zachowały kręgosłup ideowy czyli mocne podejście do swojej tradycji i pamięć o wartościach, które przez 200 lat były w tych korporacjach kultywowane. Żeby marketing polityczny nie spowodował, że korporacje staną się stowarzyszeniami, jak koła łowieckie, gdzie tylko się przebieramy i najważniejsza jest forma. Oby najważniejsza pozostała jednak treść i to jej było więcej w wychowaniu, niż formy.
Rozmawiał Aleksander Majewski
*Dr Patryk Tomaszewski - adiunkt w Katedrze Myśli Politycznej Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK. Redaktor naczelny półrocznika „Historia i Polityka. Studia z historii myśli politycznej i dyplomacji”. Zajmuje się historią organizacji młodzieżowych, historią myśli politycznej ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień polityki zagranicznej. Obecnie Pełnomocnik Rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika ds. aktywizacji życia naukowego i kulturalnego studentów. Prezes Komitetu Odnowy Kopca im. Gen. Józefa Hallera w Toruniu. Filister Polskiej Korporacji Akademickiej „Batoria”.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

