Marta Brzezińska: Dziś w rozmowie z Moniką Olejnik powiedział Pan: „Jest mi wstyd, że grałem w reprezentacji Polski”. Skąd taka ostra opinia?

 

Jan Tomaszewski: W tej chwili koszulka z białym orłem jest profanowana. Dla nas, „orłów pana Kazimierza”, w ogóle dla wszystkich piłkarzy, gra w reprezentacji narodowej to jest wielka nobilitacja. Jeśli gra się dla swojej reprezentacji narodowej, dla Ojczyzny to, jak trafnie powiedział kiedyś Zbigniew Boniek, nawet jak w środku meczu robi się czarno przed oczami, piłkarz daje z siebie wszystko. Przełamuje nie tylko samego siebie, ale wszystkie piętrzące się przed nim niemożliwości. To jest właśnie gra dla reprezentacji. Ponadto, są zawodnicy, byli i pewnie jeszcze będą, którzy świetnie grają w klubach, ale jak założą koszulkę reprezentacyjną, to proszę mi wierzyć, to już jest inna piłka, inne boisko, inna siatka, inni kibice, wszystko jest inne. Niejednokrotnie zawodnicy, którzy fenomenalnie grają w klubach, nie sprawdzają się w reprezentacji. Dlatego, ci, których powołuje się do reprezentacji muszą przełamywać samych siebie. W tej chwili, jest inaczej.

 

Dlaczego?

 

Już tłumaczę dlaczego powiedziałem, że wstydzę się, że kiedyś grałem w reprezentacji, a teraz koszulka z orłem jest profanowana. Trzeba sięgnąć pamięcią do historii Łukasza Piszczka. Piłkarz ten został skazany przez sąd prawomocnym wyrokiem. Przyjął go bez żadnego odwołania, dobrowolnie poddał się karze. Wtedy powiedziałem: „Brawo Łukasz, popełniłeś błąd, każdemu się zdarza, trzeba to odpokutować”. Ale do tego musi dojść kara sportowa. I tak się stało, PZPN zdyskwalifikował Piszczka na pół roku. I tak to mała kara, bo zasadniczo regulaminy przewidują karę dwóch lat. Piłkarz poddał się karze, nie apelował, nie pisał odwołań. Ja go wówczas publicznie chwaliłem, zrobił błąd, ale sam deklarowałem, że jak odbędzie karę to będę mu kibicował.

 

Tak się jednak nie stało.

 

Grzegorz Lato i Franciszek Smuda powołali Piszczka na jakiś mecz, bodaj w Lublinie, i poradzili, by odwołał się od nałożonej przez PZNP kary. On się odwołał, a ci anulowali mu karę. Tamten moment to był dla mnie koniec reprezentacji. Ja ostrzegałem Piszczka, że będzie mu to wypominane do końca życia, nie tylko przeze mnie, dziennikarzy, ale nikt mu tego nie zapomni. W tej chwili, mogę powiedzieć to z pełną odpowiedzialnością, nie życzę sobie, żeby 40 milionowy naród reprezentował zawodnik, który został skazany prawomocnym wyrokiem sądu.

 

A jak Pan ocenia pozostałych zawodników powołanych przez Smudę do reprezentację Polski na Euro2012?

 

Gra w niej jeden Francuz i dwóch Niemców, którzy już grali w reprezentacjach swoich krajów. W Polsce grają tylko dlatego, że nie zakwalifikowali się do swoich pierwszych reprezentacji. Mało tego, Polanski przed meczem Polska – Niemcy na otwarcie Stadionu Narodowego powiedział nawet, że będzie kibicował Niemcom, bo sam jest Niemcem. Kiedy oni nie załapali się do swoich reprezentacji to zabierają miejsce polskim zawodnikom. Takim, jak na przykład Żyro, Borysiuk, już nie mówię o Kazimierczaku, którzy nie zostali powołani do reprezentacji Polski na Euro2012. To jest ewenement. Ale to już sprawa Smudy, ja natomiast nie chcę takich zawodników w reprezentacji Polski.

 

A sam trener?

 

Franciszek Smuda obejmując stanowisko trenera powiedział, że nie będzie Beenhakkerem, i nie będzie robił za farbowanego Lisa. Okazuje się, że to właśnie teraz jest najwięcej farbowanych lisów w polskiej reprezentacji. Bycie powołanym do reprezentacji to wielka szansa na wypromowanie się. A kogo my promujemy? Zawodnika, który został skazany prawomocnym wyrokiem sądu za korupcję, Francuza i dwóch Niemców, którzy grali już dla Francji i Niemiec. W ich miejsce można by wypromować dobrych, młodych piłkarzy, np. Wolskiego, Żyro i innych. Ja nie chcę, żebyśmy promowali jakiegoś Francuza, czy dwóch Niemców. Nie godzę się na to.

 

W rozmowie z Moniką Olejnik zastanawiał się Pan też nad obywatelstwem Smudy.

 

Franciszka Smudę znam od bardzo dawna. Byłem przekonany, że jest on Polakiem. Okazuje się jednak, że ostatnio chwalił się przed Niemcami i chełpił, że ma dowód, w którym stwierdza się, że jest Niemcem. Oczywiście, to nie jest przestępstwo, ale ja chciałbym wiedzieć, czy polską reprezentację trenuje Polak, czy ktoś inny. Dla mnie to nieprawdopodobna rzecz. Dlatego nie utożsamiam się z tą reprezentacją.

 

Co musiałaby nastąpić, żeby zmienił Pan swoją surową ocenę na temat reprezentacji?

 

Apeluję, by Łukasz Piszczek zrezygnował z gry w reprezentacji. Byłoby to niejako karą nałożoną przez samego siebie. Później, po zmazaniu swoich win, w eliminacjach będzie wartościowym zawodnikiem. Do tej trójki, która grała już w reprezentacjach innych krajów apeluję, by także zrezygnowała z gry w polskiej reprezentacji. Obawiam się, że jak Smuda odejdzie, to żaden z nich nie będzie powołany. Wówczas będą mieli zamkniętą drogę nie tylko do reprezentacji Polski, ale także do reprezentacji Niemiec i Francji. Przepisy FIFA na to nie pozwalają. To byłoby zachowanie prawdziwych mężczyzn, z korzyścią nie tylko dla nich, ale także dla Polski.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska