Prawo i Sprawiedliwość musi zwalczyć u siebie pokusę absolutyzacji swojej władzy w każdym wymiarze. Kiedyś może się to zemścić.
To prawda, że opozycja robi wszystko, aby PiS rządził dwie, a może trzy kadencje. Kolejne wpadki wizerunkowe - sms-owa Ryszarda Petru, ponowne wybranie Mateusza Kijowskiego na szefa mazowieckiego KOD, opinia w sprawie TW Bolka, powodują, że pozycja obecnej władzy tylko się umacnia i nie zachwieją tego żadne Misiewicze, czy tradycyjne wrzutki o brawurze i braku przestrzegania procedur bezpieczeństwa transportu najważniejszych osób w państwie, powtarzane od czasu Smoleńska.
PiS desperacko dąży do posiadania władzy we wszystkich dziedzinach życia państwowego. Naczelnym ośrodkiem demokratycznej kontroli ma być parlament, a nie inne samorządne instytucje, opanowane do tej pory przez osoby związane z III RP. Po części jest to jak najbardziej zrozumiałe, a nawet uzasadnione. Niemniej do czasu.
W przypadku stworzenia takiego systemu, że partia władzy kontroluje dosłownie wszystko, ów system będzie działał tylko do chwili utrzymywania korzystnej koniunktury politycznej. Gdy jednak sympatie wyborców popłyną nagle w przeciwną stronę, o co przecież nietrudno, gdy życiem politycznym obywateli rządzą emocje, cały plan może okazać się pułapką.
Nowa parlamentarna większość może nie będzie chciała już nic zmieniać, a układ zebetonuje się na dobre. Sytuacja jest łatwa do wyobrażenia i trzeba pamiętać, że władza lewicowych liberałów, zwłaszcza na arenie międzynarodowej, dostęp do ponadnarodowych instytucji, lobby czy kapitału, są znacznie większe niż te, dostępne patriotycznej prawicy.
Podobne tony zaczynają być widoczne także w publicystyce. Bardzo uderzyło mnie, jak po zmianie władzy prof. Gliński przypomniał, że za czasów PO jej przeciwnicy polityczni byli „dehumanizowani”, to znaczy odbierało im się godność i prawo do posiadania odmiennych poglądów czy wartości.
Niestety ów trend się utrzymał, działa tylko w drugą stronę. Obecnie bardzo trudno jest trzymać nerwy na wodzy, a fala hejtu wobec inaczej myślących wezbrała. To też nie wróży nic dobrego, a już z pewnością zaprzepaszcza szansę na pojednanie między Polakami. Warto się nad tym wpierw zastanowić, aby zacząć wspólnie pracować nad projektem silnego państwa.
Tomasz Teluk
