Brak Boga, poczucie bezsensu, wewnętrzna pustka, rozczarowanie konsumpcjonizmem doprowadzają społeczeństwo Zachodu na skraj intelektualnego i moralnego bankructwa. Stąd potrzeba szukania ekstremalnych doznań, także w dziedzinie seksualności.
Nowe zboczenie, w magazynach lifestyle’owych określane mianem „ekosexu”, choć trafniejszy jest termin „ekofilia”, rozprzestrzenia się w Australii, w Stanach Zjednoczonych i Zachodniej Europie. Polega na wzmacnianiu swoich erotycznych doznań z wykorzystaniem darów natury, głównie jako dodatek do autoerotyzmu i homoseksualizmu.
Zboczeńcy mówią, że jest ich już 100 tys. Dewiacja jest pochodną swoistego panteizmu, utożsamiającą Istotę Najwyższą z Naturą. Powyższe doprowadza do fetyszyzacji wszystkiego co „ekologiczne”, „naturalne”, „organiczne”. Ekofile moją więc swoich guru, manifesty i zwyczaje.
To co wydawało się początkowo ekstrawagancją, obecnie staje się kolejnym wynaturzeniem. Ekofile opisują w Internecie swoje doznania z uprawiania seksu z wykorzystaniem drzew, skał, kwiatów, rzek, wodospadów czy ziemi. Popularyzacją tego zjawiska na masową skalę zajmuje się para lesbijek i pseudoartystek Annie Sprinkle i Elizabeth Stephens.
Jak nietrudno się domyślić, ideologia ekofilska to stek bzdur, będąca zlepkiem sloganów używanych przez mniejszości homoseksualne, feministki i ekologów. Celem lesbijek-ekofilek jest popularyzacja zagadnienia Matki Ziemi jako idealnej… kochanki.
Inny nurt ekofilii postuluje z kolei używanie takich środków antykoncepcyjnych, aby pochodziły wyłącznie z materiałów ekologicznych i w jak najmniejszym stopniu przyczyniały się do wzrostu emisji dwutlenku węgla, który w powszechnej mitologii ekologicznej doprowadzi w końcu do zalania Himalajów przez Oceany.
Nie brakuje naśladowców ekogejów, ekomastrurbatorów i ekolesbijek. Biznes podobno się kręci. Performerki sprzedają mnóstwo ekoseksualnych filmów i książek, a producenci erotycznych gadżetów znaleźli nową niszę.
Upadek cywilizacyjny Zachodu wkracza w kolejną fazę. Dobrobyt, oderwanie od swoich korzeni kulturowych, a przede wszystkim masowa apostazja - zbierają swoje żniwo. Co jeszcze wymyśli nowoczesny człowiek, aby zamanifestować swoją niemoc i brak sensu życia?
Tomasz Teluk
