Tomasz Lis jest tak oburzony faktem, że odrzucono projekty w sprawie związków partnerskich, że aż zadaje pytania premierowi w sprawie głosowania przez jego posłów w zgodzie z własnym, a nie lisowym sumieniem. I wnioskuje, by przynajmniej jednego z głosujących (tym razem, bo wcale nie zawsze) po katolicku i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, ministra, jak najszybciej zdymisjonować.
„Pan Gowin i inni tzw. konserwatyści w PO głosowali zgodnie ze swoim sumieniem. Mam w związku z tym pytanie do premiera Donalda Tuska” - napisał Lis. I zadał pytania:
„Czy w zgodzie z jego sumieniem jest sprawowanie funkcji ministra sprawiedliwości przez człowieka, który jest na kontrze do ogromnej większości własnej partii? Czy w rządzie Donalda Tuska jest miejsce dla człowieka, który walczy z in vitro, walczy z międzynarodowym traktatem wymierzonym w przemoc wobec kobiet, walczy z prawami obywatelskimi części obywateli” - wylicza.
A na koniec stwierdza: „Fakt, że ktoś taki jest w RP ministrem sprawiedliwości jest skandalem. Każdy dodatkowy dzień pana Gowina na jego stanowisku skandal ten tylko powiększa”. Tłumacząc zaś z lisowego na polski skandalem jest to, że funkcji ministra sprawiedliwości nie pełni lewak, a ktoś, kto zachowuje normalność w myśleniu o małżeństwie i rodzinie. Skandalem jest to, że ministrem jest katolik, który – przynajmniej w niektórych kwestiach – zachowuje wierność temu, co deklaruje. A zatem panie redaktorze może niech pan wprost napisze, że domaga się pan od premiera, by ten zakazał katolikom pełnić funkcji publicznych. John Locke już to postulował, miałby pan godnych nauczycieli.
Tomasz P. Terlikowski
