Wprowadzanie edukacji seksualnej do szkół, jako przedmiotu obowiązkowego, nie jest – wbrew temu, co powtarzają jego obrońcy – walką o prawo do wiedzy o własnej seksualności, ale próbą wprowadzenia do programu agresywnej ideologii panseksualizmu, której celem jest ukształtowania człowieka bez moralności, nastawionego wyłącznie na agresywny hedonizm i konsumpcję. I nie ma w tym nic zaskakującego. Rodzina i małżeństwo jest ostatnią sferą, która opiera się jeszcze kreatorom nowego człowieka i nowego człowieczeństwa. Trzeba ją więc zniszczyć, niszcząc normalne podejście do seksualności młodych ludzi. Dlatego walka o ten przedmiot jest w istocie walką o dusze i sumienia młodych. Walką, w której nie wolno nam odpuścić.



Nie ma to jednak nic wspólnego z walką o seks czy z seksem. Ten ostatni jest niezwykle przyjemny, umacnia małżeństwo, a do tego jest metodą przekazywania życia. Walka z nim jest więc absurdem. Nie ulega natomiast wątpliwości, że trzeba walczyć z ideologią, jaka kryje się za edukacją seksualną. Ideologią nie tylko antychrześcijańską, ale przede wszystkim antyludzką, bo sprowadzającą człowieka tylko do poziomu zwierzęcia, pozbawionego możliwości wyboru i zmuszonego do nieustannego zaspokajania swoich potrzeb, możliwe bez ponoszenia odpowiedzialności. Ideologia ta skutkuje gigantycznym ludobójstwem, którego ofiarami są nienarodzeni, usuwani przez rozbawionych rozpustników, którym wpojono przez kulturę i wychowanie, że seks nie wiąże się z odpowiedzialnością za ludzi, którzy w jego trakcie powstają czy w nim uczestnicza.



I na koniec zapewniam, że nie mam poczucie, że tę wojnę przegrają chrześcijanie. My wiemy, mamy pewność, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła, że nie udało się zwalczyć prawdy o człowieku ani nazistom ani komunistom, i nie uda się to również panseksualistom. Lewica nie jest w stanie zmienić prawdy o człowieku... Problemem jest tylko to, że co roku agresywna ideologia lewicy pochłania 50 milionów zabijanych osób. Dlatego nie wolno nam pozostać obojętnym.



Tomasz P. Terlikowski