Marta Brzezińska: Minister Jarosław Gowin stwierdził w jednym z programów TVN24, że w Polsce handluje się zarodkami pozyskiwanymi do zabiegów in vitro i prowadzi się na nich eksperymenty medyczne. Czy to problem, który pojawił się w ostatnim czasie czy istniał już wcześniej?

Ks. prof. dr hab. Piotr Kieniewicz: Jeszcze przed czterema laty Jarosław Gowin mówił o handlu ludźmi, czyli dziećmi w zarodkowej fazie ich rozwoju (podkreślam, że mówimy tu o ludziach w zarodkowej fazie rozwoju a nie o nasionach czy zarodkach, jakby to były przedmioty, bo to ustawia naszą perspektywę we właściwych proporcjach). Gowin mówił o handlu jako o powodzie, dla którego zgodził się przygotować taki projekt ustawy bioetycznej, jako kompromisowy pomiędzy stanowiskiem liberalnym a bardziej konserwatywnym.

Czyli winne jest polskie prawo, które nie przewiduje żadnych regulacji w kwestii in vitro?

Gowin już wtedy podkreślał, że polskie prawo, ze względu na całkowity brak regulacji w zakresie postępowania w kwestii technik sztucznej reprodukcji, pozwala na absolutnie wszystko, począwszy od dowolnych rodzajów zapłodnienia pozaustrojowego, przechowywanie w ciekłym azocie dzieci poczętych metodą in vitro, handel dziećmi, eksperymentowanie na nich oraz ich uśmiercanie bez żadnej kontroli ze strony aparatu państwa, bez nadzoru ze strony okręgowych izb lekarskich.

Mamy sytuację całkowitego bezprawia. Nie ma ustawy, która regulowałaby tę kwestię. Pomijam już fakt, że techniki sztucznej reprodukcji nie mają charakteru terapeutycznego, dlatego w moim przekonaniu powinny być całkowicie niedozwolone, także z tego tytułu, że są szkodliwe. Niemniej brak regulacji rzeczywiście pozwala na bezkarne handlowanie ludźmi znajdującymi się we wczesnej fazie rozwoju. Myślę, że jedną z przyczyn tego handlu ludźmi jest także to, że dzieci nie są postrzegane jako ludzie, ale „nasiona człowieka” , z których może kiedyś człowiek będzie.

Jaką skalę ma to zjawisko?

Tego - jak myślę - nikt nie wie, ponieważ nie ma także danych odnośnie do liczby dzieci przechowywanych w stanie kriogenicznym. Liczby pojawiające się w doniesieniach medialnych są oparte na spekulacjach. Wiadomo, że zazwyczaj do zabiegu in vitro wykonuje się pobrania około 10 komórek jajowych, zapładnia się wszystkie i przynajmniej połowę zamraża. Opierając się na tych danych szacuje się liczbę dzieci w stanie krioprezerwacji na 70 do 150 tysięcy, ale - powtarzam - są to tylko spekulacje.

Dlaczego akurat Niemcy, jak powiedział minister Gowin, kupują zarodki w dużych ilościach?

Niemieckie prawo nie pozwala na tworzenie ludzkiego życia do celów eksperymentalnych. Nie zakazuje natomiast wykorzystywania do celów eksperymentalnych dzieci poczętych metodami sztucznej reprodukcji w innych krajach. Wobec tego, prawo niemieckie zostawia otwartą furtkę do handlu ludźmi i ludzkim materiałem genetycznym – tak właśnie traktowane są te dzieci, jako materiał genetyczny, a nie ludzie. Otwarte furtki po niemieckiej i polskiej stronie są więc aktywnie wykorzystywane.

Pomijając fakt, że Kościół uważa in vitro za metodę niegodziwą, to czy widzi Ksiądz jednak potrzebę stworzenia takiej ustawy regulującej tę kwestię, aby ograniczyć handel ludźmi?

Oczywiście, że jest potrzeba wprowadzenia prawa zakazującego działalności szkodliwej medycznie, jaką jest procedura in vitro. Na konferencji prasowej słyszeliśmy z ust kompetentnego genetyka, że procedura ta nie sprawdziła się w ramach weterynarii, a mimo to - zapewne z racji ideologicznych - wprowadzono ją i promuje się u ludzi. Niestety, sytuacja polityczna nie daje zbyt wielkich nadziei na całkowity zakaz in vitro. W takiej sytuacji - przy zachowaniu całej ścieżki postępowania opisanego w Ewangelium vitae nr 73 - można by zaakceptować propozycję ustawy bioetycznej przygotowanej przez ministra Jarosława Gowina. Ale tylko wtedy. Obawiam się jednak, że i to może się nie udać, gdyż znaczna część posłów deklarujących się jako katolicy nie traktuje poważnie moralnego nauczania Kościoła. Gdyby tak było, nie tylko uchwalono by zakaz handlu ludźmi, ale także zakaz ich produkcji w laboratorium.

Rozmawiała Marta Brzezińska