Marta Brzezińska: Po ekshumacji zwłok śp. Anny Walentynowicz, okazało się, że w grobie legendarnej działaczki „Solidarności” został pochowany ktoś inny. Mając w pamięci zapewnienia, m.in. minister Kopacz, że ziemia w Smoleńsku została dokładnie przekopana, a szczątki ofiar precyzyjnie pozbierane, po raz kolejny mogliśmy się przekonać, w jakim rozkładzie działa nasze państwo i ile warte są zapewnienia polityków. Pana ta informacja zaskoczyła?
Krzysztof Cugowski: Cała historiia tragedii smoleńskiej jest czymś, czego szczerze mówiąc, nie jestem w stanie zrozumieć. Trudno to wszystko komentować. Nie wiem z jakiego powodu duża część społeczeństwa uważa tę sytuację za jakąś wstydliwą, czy też groźną dla kraju. Nie rozumiem dlaczego dochodzenie do prawdy, jaka by ona nie była, ma tak wielu oponentów i spotyka się z poważnymi trudnościami. Trudno mi cokolwiek powiedzieć na temat szczątków śp. Anny Walentynowicz, które okazały się szczątkami innej ofiary katastrofy. To jakiś zestaw szaleństwa, który opanował nasz kraj po tragedii smoleńskiej, a który trwa do dziś. Byłem przekonany, że to wydarzenie w jakikolwiek sposób wstrząśnie naszym społeczeństwem. Był nawet taki moment, w którym wydawało mi się, że to naprawdę coś zmieni. Ludzie stali po kilkanaście godzin, aby pokłonić się przed trumnami pary prezydenckiej, a w pewien symobliczny sposób, przed wszystkimi ofiarami katarstrofy. Wydawało się, że to spowoduje jakiś wstrząs w naszym społeczeństwie, że ludzie przejrzą na oczy. Okazało się jednak, że to nie nastąpiło. To trwało tylko kilka dni, a potem szystko wróciło do normy. Dlatego tak trudno mi komentować postępowanie naszego społeczeństwa. Zresztą, do podobnej sytuacji doszło po śmierci Ojca Świętego. Też wydawało się, że społeczeństwo polskie przeżyło coś ważnego, że to coś zmieni. Nawet kibice Wisły i Cracovii chcieli się pogodzić. Pięnie to wyglądało, ale następnego dnia tak się pobili, że dwie osoby zginęły. To właściwie chyba jedyny komentarz, jaki mogę powiedzieć.
Najgorsze jest to, że domaganie się minimum przyzwoitości, jeśli chodzi o wyjaśnienie przyczyn katastrofy, od razu z automatu uznawane jest za przejaw oszołomstwa. Nie chodzi mi o popadanie w jakąś psychozę, ale przecież kwestia ustalenia tego, czy rodziny pochowały naprawdę swoich bliskich to chyba absolutne minimum.
Dokładnie o tym mówię. To jest objaw jakiegoś szaleństwa. Jak Pani słusznie ujęła, ja także jestem daleki od mitologizowania tej sprawy. Z tym, że całe te dwa i pół roku po tragedii smoleńskiej zostały wypełnione jakimś niewyobrażalnym bełkotem. Gdyby ten bełkot był tylko pochodzenia rosyjskiego, to nie dziwiłbym mu się specjalnie. Pozostawiłbym to zupełnie bez komentarza, jako rzecz do przewiedzenia. Ale ten ruski bełkot przeszedł na stronę oficjalnych czynników polskich, większości mediów. To totalne szaleństwo. Nawet specjalnie nie zdziwiła mnie informacja o zwłokach śp. Anny Walentynowicz.
Jeśli teraz kolejne rodziny zaczną się domagać ekshumacji swoich bliskich, to może się okazać, że nie tylko jedne zwłoki zostały pomylone. Ciekawe, co w takiej sytuacji. Czy niektóre media także przemilczą ten fakt, jak na przykład zrobiły to wczorajsze „Wiadomości”.
W obecnej sytacji nic się nie zmieni. Nie ma takiej rzeczy, która by spowodowała jakieś otrzeźwienie i przetarcie oczu. Było już kilka takich sytuacji, które, jak się wydawało, powinny coś takiego spowodować, ale tak się nie stało. Brniemy w bardzo dziwnym kierunku. Zobaczymy, co dalej.
Rozmawiała Marta Brzezińska

