- Mój lekarz powiedział mi, że muszę dokonać wyboru i zdecydować się, czy powinnam donosić ciążę. Dla mnie nie było o czym decydować - mówi Victoria Webster w wywiadzie dla "Daily Mail". - Zdążyłam się już związać z moją córką, kiedy rosła we mnie, i jako jej mama musiałam ją chronić - dodaje kobieta, która zrezygnowała z agresywnego leczenia białaczki, po to, by ocalić życie swojego nienarodzonego dziecka.

Webster o swojej chorobie dowiedziała się podczas rutynowego badania w 21. tygodniu ciąży. Lekarze zdiagnozowali u niej raka krwi. Ponieważ choroba została wykryta we wczesnym stadium, mieli dobre rokowania. Warunkiem było jednak natychmiastowe rozpoczęcie chemioterapii, co w konsekwencji doprowadziłoby do śmierci jej nienarodzonej córeczki Jessici.

Kobieta wybrała więc mniej agresywną terapię i postanowiła czekać do porodu w kwietniu 2010 roku.

- To najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej córki - opowiada Webster. - Byłam przerażona, że nawet lżejsza forma leczenia zaszkodzi dziecku, ale szczęśliwie tak się nie stało - opowiada. - Trzymanie jej w ramionach to naprawdę niesamowity moment.

Kobieta, która ma także czteroletniego synka Lewisa, opowiada, że kiedy po raz pierwszy usłyszała, iż ma raka, poczuła dziwny rodzaj ulgi. - Myślałam, że powiedzą mi, iż to z dzieckiem jest coś nie tak. Dopiero kilka dni później dotarła do mnie ta wiadomość i przeraziłam się, że mój syn mógłby się wychować bez mamy.

eMBe/LifeSiteNews.com

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »