13 maja 1981 r. cały świat zamarł z przerażenia. Zamach na życie Ojca Świętego! Wydawało się, że echo wystrzałów z Placu św. Piotra rozległo się we wszystkich domach. Na wieść o tragedii kościoły wypełniły się ludźmi. Zawieszono działalność kin i teatrów. Ulicami miast przeszły "białe marsze". W Krakowie na Rynku Głównym 300 tys. ludzi modliło się za Papieża. Z ogromną trwogą ale i nadzieją wsłuchiwaliśmy się w komunikaty płynące z kliniki Gemelli. A gdy minął lęk o życie i zdrowie Ojca Świętego, nadszedł czas zrozumienia, że zamach na Papieża w zadziwiający sposób wiąże się z orędziem fatimskim.
Pod opieką Matki
Turecki terrorysta strzelał, aby zabić. Lecz tego dnia Ojciec Święty był pod szczególną opieką Maryi. Świadkowie zamachu i wydarzeń, jakie nastąpiły bezpośrednio po nim, mówili o cudownych zdarzeniach, dzięki którym nie doszło do najgorszego. W sumie doliczono się tych cudów dwanaście. Wspomnijmy kilka z nich.
Za pierwszy cud trzeba uznać błędne przeświadczenie zamachowca, że Papieża chroni kamizelka kuloodporna, przez co wymierzył broń nie w serce lecz w brzuch. Gdy terrorysta oddawał strzał, Jan Paweł II poruszył dłonią. Kula trafiła najpierw w palec, zmieniła tor lotu i szczęśliwie ominęła tętnicę biodrową. Gdyby ją rozerwała, nie udałoby się utrzymać Papieża przy życiu przed przyjazdem do kliniki. Nie mniej zaskakujące było zacięcie się broni po oddaniu drugiego strzału, choć zamachowiec wybrał wyjątkowo niezawodny typ broni.
Karetka z ciężko rannym Papieżem pojechała do kliniki bez asysty policji. Po drodze w ambulansie zepsuła się syrena, lecz mimo to pojazd dotarł na miejsce w osiem minut. Normalnie na pokonanie tej odległości w godzinach popołudniowych w Rzymie potrzeba 30 minut. W klinice Gemelli w pogotowiu była akurat sala operacyjna, zaś chirurg - prof. Francesco Crucitti wracając z pracy do domu usłyszał komunikat radiowy o zamachu i cudem dotarł na czas do szpitala.
Rozpoczęła się skomplikowana operacja, podczas której lekarze stwierdzili, że "dziewięciomilimetrowa kula przeszła przez ciało Ojca Świętego nieprawdopodobnym torem, omijając wszystkie istotne dla życia organy, jakby prowadzona niewidzialną ręką. Jest to fakt, którego nie da się wytłumaczyć w sposób naturalny". W trakcie operacji doszło do krytycznej sytuacji. Operujący chirurg stwierdził wprost, że nie jest w stanie nic więcej zrobić. Oznajmił: "Pomóc może tylko Matka Boża..." Gdy tylko wymówił te słowa, aparatura zarejestrowała oznaki powrotu pacjenta do życia.
Zbieżność dat
Po zamachu Papież poprosił o dostarczenie do szpitala dokumentów związanych z orędziem fatimskim. Kardynał Eduardo Pironio z Argentyny, który jako jeden z pierwszych dostojników Kościoła odwiedził Ojca Świętego w klinice Gemelli, zauważył wielkie poruszenie Papieża zbieżnością dat obu wydarzeń.
Po lekturze dokumentacji fatimskiej Jan Paweł II nabrał przekonania, że to Matka Boża ocaliła mu życie. Jej matczyna troska i opieka okazały się silniejsze niż kula zamachowca i pozwoliły mu zatrzymać się dosłownie "na progu śmierci". W dniu wyjścia z kliniki Papież powiedział do bpa Pawła Hnilicy, który dostarczył mu dokumenty: "Zrozumiałem, że jedynym sposobem ocalenia świata od wojny, ocalenia od ateizmu, jest nawrócenie Rosji zgodnie z orędziem Fatimy". 7 października 1981 r. podczas audiencji generalnej nawiązując do zamachu stwierdził: "Na nowo stałem się dłużnikiem Najświętszej Maryi Panny (...) Czyż mógłbym zapomnieć, że dokładnie w tym samym dniu i o tej samej porze co owo wydarzenie na Placu Św. Piotra, od przeszło 60 lat w Fatimie, w Portugalii, wspominane jest pierwsze pojawienie się Matki Bożej wiejskim dzieciom? Dlatego we wszystkim, co się wydarzyło tego właśnie dnia, odczuwałem tę nadzwyczajną troskę i opiekę matczyną, która okazała się silniejsza niż śmiercionośna kula".
Fakt, iż "macierzyńska dłoń" zmieniła bieg śmiercionośnego pocisku, jest tylko jeszcze jednym dowodem na to, że nie istnieje nieodwołalne przeznaczenie, że wiara i modlitwa to potężne siły, które mogą oddziaływać na historię, i że ostatecznie modlitwa okazuje się potężniejsza od pocisków, a wiara od dywizji.
kard. Joseph Ratzinger
Zawsze wierny Maryi
Powszechnie znany jest głęboki szacunek Jana Pawła II dla Najświętszej Maryi Panny. Początki tego uwielbienia sięgają najmłodszych lat Karola Wojtyły, gdy w domu rodzinnym matka uczyła go pierwszych modlitw i podstaw wiary. Ściśle też wiążą się z jego licznymi pielgrzymkami do Matki Bożej Kalwaryjskiej i do Jasnogórskiej Pani. Szczególnym przejawem umiłowania Maryi było wpisanie przez Karola Wojtyłę do herbu papieskiego litery "M" i przyjęcie jako papieskiej dewizy zawołania "Totus Tuus" - "Cały Twój".
Nasza Arka 2003 nr 5
