Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego prezentuje badania, z których wynika, że Polacy bardzo cenią coroczne wizyty duszpasterskie, tzw. "kolędy". To dla nich bardzo ważne wydarzenie życia religijno–społecznego w parafii i w domu rodzinnym.

Wyniki zaprezentowane przez ISKK dotyczą trzech diecezji: radomskiej, bydgoskiej i warszawskiej. W pierwszej z nich, praktycznie wszyscy mieszkańcy biorą udział w praktykowaniu kolędy. W diecezji bydgoskiej ten odsetek jest nieco niższy, ale już w archidiecezji warszawskiej aż 75 proc. przebadanych przyjmuje księdza z wizytą duszpasterską.

Socjologowie zbadali nie tylko stopień popularności "kolędy", ale przeanalizowali również więzi z parafią zadając pytania o znaczenie przypisywane odwiedzinom duszpasterskim w domach parafian. Dla 43,3 proc. ankietowanych kobiet i 34,5 proc. mężczyzn z diecezji radomskiej kolęda jest "możliwością modlitwy w swoim domu z udziałem księdza parafialnego".

- Rzeczywiście, wiele osób oczekuje spotkania z księdzem. Taka wizyta duszpasterska ma wymiar przede wszystkim religijny, rozmawiamy o sprawach Bożych, religijnych. Jako duszpasterze staramy się zachęcić do praktyk religijnych, zachęcić, by człowiek bardziej zauważył obecność Pana Boga w swoim życiu. Jest wiele spraw, które ludzie chcą nam powierzyć, to są tematy dotyczące ich wiary, egzystencji, chcą się podzielić swoimi kłopotami. Na takich wizytach często odkrywam taką pełnię duszpasterstwa, bo mamy tu zarówno orędzie religijne, wyjątkową rozmowę raz do roku, ale również czasem czuję się takim trochę powiernikiem różnych spraw. Ludzie potrzebują spotkania z kimś, kogo mogą nazwać przyjacielem. Rok temu zostałem zaskoczony bardzo miłym przywitaniem, a rodzina mi odpowiedziała: To ksiądz nie wie, że na przyjaciela się czeka? - opowiada ks. Bogdan Bartołd, proboszcz warszawskiej Archikatedry św. Jana Chrzciciela.

We wspomnianej dieciezji radomskiej 21,1 proc. kobiet i 25,3 proc. mężczyzn przyznaje, ze to rutynowa wizyta księdza z parafii.

- Tu dużo zależy od nas, księży. Nie chciałbym, aby wizyta duszpasterska ograniczała się tylko do krótkiej modlitwy i do wzięcia ofiary. Zresztą, ludzie sami zaczynają się o to dopominać. Często przygotowują jakiś poczęstunek i miejsce dla księdza, by na chwilę usiadł i z nimi porozmawiał - komentuje ks. Bartołd.

Poniedziałkowe wydanie dziennika "Polska. The Times" straszy tytułem "Problem z kopertami nie daje spać wiernym i duchownym". Czy rzeczywiście tak jest?

- Sprawa ofiary nie jest sprawą najważniejszą i nie powinna stanowić takiego problemu, jak to się nie raz nagłaśnia. Mnie osobiście i moim pracownikom często się zdarza, że wychodzimy ze spotkania nie biorąc ofiary i ktoś znajduje nas przy trzecim czy czwartym mieszkaniu i mówi, że przecież nie wzięliśmy ofiary. I wtedy odpowiadam, że to właśnie najważniejsze jest spotkanie. Natomiast, jeśli ktoś chce taką ofiarę złożyć, to oczywiście może to zrobić, bo ona jest przeznaczona na utrzymanie naszych świątyń. Ale zawsze to podkreślam - ofiara ma być darem z serca, a nie z przymusu. Cenię sobie zawsze to, że są one przekazywane w kopertach. Nigdy ich nie otwieram przy ofiarodawcy, ani nic nie odnotowuję - konstatuje proboszcz warszawskiej Archikatedry św. Jana Chrzciela.

Marta Brzezińska

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »