Warto pamiętać o tej dacie w dobie uwłaczających kobietom parytetów i szalejącego feminizmu, walczącego o „prawa reprodukcyjne” kobiet a całkowicie pomijającego sferę ducha i umysłu. Naszej rodaczce te „zdobycze cywilizacyjne” nie były do niczego potrzebne, bez nich znała swoją wartość i osiągnęła więcej niż jej koledzy naukowcy reprezentujący słuszną, jak na owe czasy, płeć. Była przy tym dobrą żoną i wspaniałą matką, która w córce znalazła godną następczynię, uhonorowaną tą samą Nagrodą Nobla ustanawiając kolejny rekord w tej dziedzinie: Irene Joliot – Curie była pierwszym dzieckiem laureata nagrody, które również ją otrzymało.
Dlatego chciałem w tym miejscu zamiast tradycyjnej notki biograficznej (zainteresowani mogą sami przejść na stronę Wikipedii albo jakąkolwiek inną, jest ich mnóstwo) zgłosić postulat czy też modny ostatnio wniosek formalny: przenieśmy dzień kobiet ze skompromitowanego komunistycznym zwiędłym goździkiem i parą rajstop ósmego marca właśnie na dziesiątego grudnia. Uhonorujemy w ten sposób wybitną rodaczkę, która udowodniła, że do odniesienia sukcesu nie są potrzebne nowomodne lewicowe wynalazki ale pasja, inteligencja, samozaparcie. Wszystkie panie zachęcam też, by z nich nie rezygnowały, byśmy my – męskie szowinistyczne świnie – mogli być z nich dumni. Nawet, jeżeli niektórzy uważają kobiety za głupsze i chcą podporządkować męskim rozkazom.

