Dziennikarze tygodnika powołują się na wysokiego funkcjonariusza policji, który widział zdjęcia z monitoringu. Na nagraniu – jak opowiada rozmówca „Do Rzeczy” – widać grupę dość intensywnie gestykulujących mężczyzn i interweniujących funkcjonariuszy policji. Jest też osoba przypominająca posła Wiplera – oparta o ścianę w pozycji półsiedzącej. – Nie bierze udziału w zamieszaniu. Prawdopodobnie drzemał lub odpoczywał, pewnie wyrwały go z tego syreny policyjne. Podchodzi do policjantów, prawdopodobnie trwa wymiana zdań. W pewnym momencie chwyta on funkcjonariusza za mundur, w okolicy szyi, jest to jakby szarpnięcie, ale nie bójka – opowiada informator.

Policjan użył gazu. Wipler ma w tym momencie próbować odejść, ale funkcjonariusz podążył za nim, próbował go zatrzymać, poseł się bronił, dochodzi do szamotaniny, funkcjonariusz rzucił go na ziemię, ale nie był w stanie założyć mu kajdanek. Gdy próbuje mu w tym pomóc policjantka, poseł ma przypadkowo uderzyć ją nogą. – To nie było celowe uderzenie. Zatrzymany, leżąc na ziemi, wierzgał nogami. I takim wierzgnięciem uderzył podchodzącą policjantkę – opowiadał informator „Do Rzeczy”. – Zatrzymany utrudniał interwencję policji oraz stawiał opór przy zatrzymaniu – i to jest bezsporne, ale na bazie zarejestrowanego materiału czy zeznań świadków nie można stawiać tezy, że poseł Przemysław W. z premedytacją zaatakował funkcjonariuszy – dodaje.

Jednak, czy taśmy rzeczywiście tak wyglądały trudno ustalić, bowiem policja odmówiła ich ujawnienia.

TPT/Dorzeczy.pl