Jutro ma odbyć się głosowanie nas społecznym wnioskiem o referndum w sprawie reformy edkacji. Władze polskie zamierzają zignorować glos miliona obywateli - tym bardziej warto przeczytać świadectwa rodziców.

Gazeta.pl podaje też pozytywne świadectwa - jednak miarą problemu jest ilość głosów podważajacych dobre przygotowanie reformy. 


Tomasz: Lepiej byłoby poczekać rok

"W przedszkolu Piotrek bardzo dobrze sobie radził, więc nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że warto posłać go do szkoły wcześniej. Tym bardziej że opinie z przedszkola na temat jego przygotowania do nauki szkolnej też były pozytywne. Poza tym wiedzieliśmy, że trafi do klasy, w której będą tylko dzieci w jego wieku. To na pewno też był jeden z argumentów.

I na początku rzeczywiście wyglądało na to, że to dobra decyzja. Teraz Piotrek jest już w trzeciej klasie i zaczynam mieć wątpliwości. Widzę, że radzi sobie średnio. Wiele rzeczy zaczyna być problemem. Myślę, że niektóre wymagania go przerastają. Do wielu kwestii chyba jeszcze nie dojrzał. Zresztą to nie tylko moja opinia. Rozmawiam z innymi rodzicami i większość uważa, że dzieci mają problem, żeby w tę III klasę wejść, jak należy. Przyznaję, że na razie perspektywa IV klasy za rok i nauki na poważnie mnie przeraża.

Poza tym przydałaby się zmiana nauczyciela. Na tym etapie to przede wszystkim od nauczyciela zależy, jak dzieciaki sobie radzą i czy dobrze odnajdują się w szkole. A u nas jest z tym problem. Niestety dotychczasowa wychowawczyni, która była świetna, jest na zwolnieniu. W ramach zastępstwa pracują dwie inne nauczycielki, z których jedna zdecydowanie minęła się z powołaniem, a za najlepszą metodę radzenia sobie z dziećmi uważa krzyk. Zresztą na rodziców też próbuje krzyczeć.

Patrząc na to, jak syn radzi sobie w szkole, to lepiej, gdyby rozpoczął naukę jako siedmiolatek. Więc dzisiaj ta decyzja byłaby zupełnie inna."

Agnieszka: Błąd! Trzeba było wybrać zerówkę

Kiedy decydowaliśmy się na posłanie sześciolatka do szkoły, były informacje, że to ostatni rocznik, który ma wybór. Następne miały już obowiązkowo iść do szkoły, ale tak się nie stało. A dla nas to był decydujący argument.

W ogóle wiele rzeczy wyglądało inaczej, niż się spodziewaliśmy. Choć dziecko trafiło do klasy dla sześciolatków, to jednak normalnie się uczyło, zamiast uczyć się przez zabawę, jak w zerówce. Program miał być przystosowany dla sześciolatków, a okazało się, że idą tym samym programem, co dzieci o rok starsze. Wymagania nauczycieli też powinny się zmienić, bo nie są dostosowane do sześciolatków. Nie powinno się od nich wymagać tyle, co od dzieci o rok starszych.

Gdybyśmy teraz podejmowali decyzję, nasze dziecko na pewno poszłoby do zerówki, a pierwszą klasę zaczęłoby dopiero w wieku siedmiu lat. Tak byłoby dużo lepiej.

ToR/gazeta.pl