- Życie z zespołem Tourette'a jest hektyczne, wyczerpujące i niespokojne. Ale nawet jeśli moje życie wydawało mi się chaotyczne, wiedziałem, że jest co najmniej jedna osoba, na której mogę polegać: moja babcia – twierdzi zawodnik. To ona przekazała mu wiarę w Jezusa Chrystusa. - Tęskniłem za wiarą i pokojem, które miała i Bóg mnie wysłuchał. Świadomość, że Bóg istnieje, wypełniła mnie radością i pokojem, którego nic nie mogło naruszyć – uważa 31-letni zawodnik brytyjskiego Evertonu.
Nie oznacza to jednak, że został wyleczony z zespołu Tourette'a. Jednak nie o to mu chodziło. Piłkarz, który bronił także w Manchesterze United, korzysta ze swych zdolności także w inny sposób. - Dzięki mojej pozycji i chorobie mogę innym ludziom, którzy cierpią na zespół Tourette'a, dodawać otuchy. Bóg może wykorzystywać także moje słabości i wady, by zrobić z nich coś wielkiego – mówi Howard.
Sportowiec został w 2001 roku uhonorowany tytułem „Działacz humanitarny roku” przez amerykańską ligę piłkarską MLS. W tym roku wybiera się z reprezentacją USA na mistrzostwa świata w piłce nożnej w RPA.
sks/Lifenews.ch
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

